Ministerstwo Edukacji i Nauki

27.11.2021
PL EN
10.06.2021 aktualizacja 10.06.2021

Dr hab. G. Myśliwski: ze zdaniem prof. Henryka Samsonowicza liczyli się wszyscy

Patrząc z perspektywy młodego, a potem coraz starszego badacza widziałem, jakim autorytetem jest dla każdego prof. Henryk Samsonowicz. Każdy liczył się z jego zdaniem – mówi PAP dr hab. Grzegorz Myśliwski, historyk z UW, uczeń prof. Samsonowicza.

Polska Agencja Prasowa: Jakim badaczem historii był prof. Henryk Samsonowicz? Skąd czerpał inspiracje, do jakiej szkoły historycznej się odwoływał?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: Badaczem był wybitnym i wszechstronnym. Inspirację do historii gospodarczej i zarazem powszechnej czerpał niewątpliwie od prof. Mariana Małowista, znakomitego znawcy historii gospodarczej średniowiecza i XVI wieku. Pod jego auspicjami Samsonowicz napisał swoje dwie pierwsze książki, doktorską i habilitacyjną.

Sporo zaczerpnął niewątpliwie od niemieckich badaczy dziejów Hanzy niemieckiej i gospodarki, ale i francuskich, którzy stworzyli najlepszą szkołę historyczną w XX wieku – szkołę „Annales”. Głosiła ona ideę historii integralnej, czyli łącznego badania dziejów gospodarczych, kulturalnych, społecznych i politycznych oraz stosowania metody porównawczej, dzięki czemu historię danego kraju można było traktować jako część historii powszechnej, a nie tylko narodowej. Jednak wielkie osiągnięcia miała mediewistyka także poza tymi dwoma krajami.

Pamiętam, jak Samsonowicz zachwycał się dziełem holenderskiego historyka Hermana Van der Wee o rozwoju wielkiego centrum handlowego, Antwerpii. Dzieło to zostało opublikowane w 1963 r., ale jeszcze w początkach XXI wieku wspomnienie tej pracy wywoływało u prof. Samsonowicza duże, pozytywne emocje.

Samsonowicz należał do nielicznych historyków, którzy śledzili także to, co powstaje w innych naukach pokrewnych – socjologii, ekonomii, politologii. Nierzadko odwoływał się do ich ustaleń.

PAP: Czy zainteresowania badawcze prof. Samsonowicza ewoluowały?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: Jego zainteresowania cechowała z jednej strony ciągłość w badaniu historii gospodarczej, a z drugiej stałe poszerzanie pola badawczego.

Zaczął od historii gospodarczej polskiej wsi, by zająć się później historią gdańskiego kupiectwa i jego działalności handlowej oraz finansowej. Już w książce „Późne średniowiecze miast nadbałtyckich” z 1968 r., która nosi podtytuł „Z dziejów Hanzy nad Bałtykiem w XIV–XV w.” zajął się dziejami fenomenu, jakim była Hanza, grupująca miasta północnych Niemiec i, poza terenami Niemiec, ośrodki rządzone przez niemieckie mieszczaństwo (m.in. Kraków, Wrocław, miasta pomorskie). W tej pracy poświęcił rozdział także kulturze i mentalności bałtyckich Hanzeatów. Wtedy właśnie, na przełomie lat 60. i 70., zaczął rozszerzać tematykę badań o historię kultury (i mentalności). Widać to choćby w „Życiu miasta średniowiecznego”, gdzie opisał zagadnienie organizacji i rachuby czasu miejskiego czy w osobnym artykule o pojmowaniu przestrzeni w mieście. Interesowały go także kwestie tożsamości i świadomości narodowej (zwłaszcza w Polsce), którym poświęcił kilka artykułów, podobnie jak religijności ludzi średniowiecza.

Później publikował książki, które poruszały kwestię rozwoju cywilizacyjnego Polski i Europy (np. „Północ i Południe” z 1999 r.).

PAP: W jaki sposób prof. Samsonowicz patrzył na przeszłość? Czy miał swoją szkołę myślenia historycznego?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: „Plemię” historyków dzieli się na różne nurty i szkoły. Jednym z kryteriów przydatnych zwłaszcza dla charakterystyki badaczy dawnych epok jest podział na tych, których fascynuje specyfika dawnych czasów i ludzi wówczas żyjących, oraz tych historyków, którzy skupiają się na trendach rozwojowych i tym, co jest nam bliskie w dawnych epokach. Prof. Samsonowicza zaliczyłbym bardziej do tej drugiej grupy. Być może wynikało to częściowo z tego, że w pierwszych dekadach swojej kariery naukowej badał okres późnego średniowiecza, który w dziejach Polski był czasem dynamicznego rozwoju. Zresztą wiek XV uważał za najpomyślniejsze stulecie w historii Polski (nie zaś wiek XVI, jak czyniła to dawniejsza historiografia), zaś XVII stulecie – za najbardziej katastrofalne (w przeciwieństwie do tradycyjnej historiografii, która uważała je za „srebrny wiek”). Wówczas bowiem, według prof. Samsonowicza, zaczął się rozbrat cywilizacyjny z Europą, która weszła w wiek Kartezjusza, powstała ekonomia polityczna i rozkwitła nauka w ogóle, zaś w Polsce nastąpił koniec tolerancji religijnej wskutek rosnącego fanatyzmu religijnego, upadek nauki i szkolnictwa, nie mówiąc o wyniszczających wojnach począwszy od 1648 r.

PAP: A jak prof. Samsonowicz postrzegał rolę historii we współczesnym świecie?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: Z pewnością nie traktował jej jako zbioru niepowtarzalnych osobliwości z dawnych czasów. W rozmowach i publicznych wypowiedziach zwracał uwagę na liczne analogie między czynami i słowami ze średniowiecza a naszymi czasami. Myślę więc, że Cycerońska maksyma, iż historia jest nauczycielką życia, była mu bliska.

PAP: Prof. Samsonowicz jest autorem ok. 800 prac naukowych, w tym 16 książek i podręczników uniwersyteckich, kilkuset artykułów i ponad 200 recenzji, a jego najsłynniejszą książką jest „Złota jesień polskiego średniowiecza”. Co decydowało o tak dużym sukcesie jego książek?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: O sukcesie prac naukowych, które były przecież specjalistyczne, możliwe do przyswojenia tylko przez zawodowych historyków, decydowała ich jakość i nowatorstwo. Prace o rzemiośle wiejskim, gdańskim obrocie kapitałowym po wojnie trzynastoletniej (1454–1466) dotyczyły zagadnień sporadycznie lub w ogóle nieporuszanych przez dawniejszą historiografię. Wspólne opus magnum napisane z prof. Marią Bogucką („Dzieje miast i mieszczaństwa w Polsce przedrozbiorowej”) jest wielkim osiągnięciem, które jest nadal punktem odniesienia, mimo że badania nad miastami są kontynuowane i przynoszą nowe ustalenia.

„Złota jesień…” i inne książki eseistyczne oraz popularnonaukowe rzeczywiście zyskały wielu czytelników z różnych pokoleń. Decydowały o tym zarówno popularność podejmowanych zagadnień, jak i ciekawe ich przedstawianie. Życie w mieście średniowiecznym, panorama Polski późnego średniowiecza (to właśnie przedstawił w „Złotej jesieni…”), krzyżacy, miejsce Polski w Europie, dziedzictwo średniowiecza czy mity i stereotypy dotyczyły problemów interesujących polskiego czytelnika.

Prof. Samsonowicz pisał bardzo przystępnie. Nie przygważdżał czytelników seriami dat czy specjalistycznymi terminami. Umiał trafić do czytelnika-nieprofesjonalisty. Formułował też wyraźne konkluzje. Dlatego skomplikowane zagadnienia stawały się dla jego czytelników jasne, a kontakt z historią – pouczającą przyjemnością.

PAP: Był pan uczniem prof. Samsonowicza. Jak postrzegali go studenci i pracownicy uniwersyteccy?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: Odwołam się do własnego doświadczenia. W moich czasach studenckich budził wielki respekt. Pamiętam, że gdy czekałem na egzamin epokowy z historii średniowiecza z dużym wyprzedzeniem, profesor przyszedł też wcześniej, ubrany w modną kurtkę, przywitał się ze mną i przeprosił, że spóźni się kilkanaście minut, bo musi coś ważnego załatwić. Kolega, który mi towarzyszył, zapytał z przejęciem: „To był on?”. Był zaskoczony, że taka postać jest sympatyczna wobec przejętego egzaminem studenta, a do tego jeszcze się usprawiedliwia. Ale i później, patrząc już z perspektywy młodego, a potem coraz starszego badacza widziałem, jakim jest dla każdego autorytetem, z którego zdaniem każdy bardzo się liczył.

PAP: Czy ma pan pewne osobiste wspomnienie związane z prof. Samsonowiczem?

Dr hab. Grzegorz Myśliwski: Prof. Samsonowicza poznałem osobiście w listopadzie 1985 r., gdy poszedłem się zapisać do niego na egzamin z epoki. Znaliśmy się więc 36 lat. Wielokrotnie rozmawialiśmy, ostatni raz, krótko i tylko telefonicznie, dwa tygodnie przed jego odejściem. Trudno mi wymienić jakieś jedno takie wydarzenie z tak długiej znajomości, choć zaproponowanie mi przezeń zostania jego asystentem i tym samym pracy na Uniwersytecie Warszawskim było dla mnie najważniejsze – umożliwiło mi wykonywanie wymarzonej pracy naukowej i stanowiło zaszczyt.

Opowiem jednak inną, zabawną historię z czasów studiów. Bardzo mi zależało na jak najlepszej ocenie z egzaminu z historii średniowiecza, do którego czytałem literaturę przez znaczną część roku akademickiego. Tak bardzo, że obiecałem sobie, iż rzucę palenie, jeśli dostanę 5. Sam egzamin nie był łatwy, choć trwał tylko nieco ponad pół godziny. Profesor, chcąc szybko zorientować się w mojej wiedzy, przeskakiwał pytaniami z jednej części Europy do innej, z wczesnego średniowiecza do późnego. Na koniec postawił mi moją upragnioną 5, a ja niedługo potem rzeczywiście rzuciłem palenie i wytrwałem w swym postanowieniu do dzisiaj. Wśród wielu rzeczy, które mu zawdzięczam, jest i moje zerwanie z tym nałogiem.

Gdy o nim myślę, widzę go najczęściej albo jako wygłaszającego znakomite, ozdobione trafnymi i dowcipnymi uwagami wykłady dla studentów pierwszego roku, albo dyskutującego na seminarium, które przez lata prowadził wspólnie z innymi uczonymi kolegami, albo siedzącego w gabinecie, kiedy wstaje na powitanie i z uśmiechem podaje mi rękę. Jego wybitny intelekt, wielka kultura i osobisty urok pozostaną mi w pamięci na zawsze.

https://dzieje.pl/

Rozmawiała Anna Kruszyńska (PAP)

akr/ skp/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2021