Ministerstwo Edukacji i Nauki

28.09.2021
PL EN
30.08.2021 aktualizacja 30.08.2021

Dr M. Przeperski: Rakowski był realistą, momentami na pograniczu cynizmu

Warszawa, 5.09.1980 r. Przemawiający Mieczysław Rakowski. Fot. PAP/CAF/M. Langda Warszawa, 5.09.1980 r. Przemawiający Mieczysław Rakowski. Fot. PAP/CAF/M. Langda

Polska socjalistyczna była jego jedyną Polską i czuł się wobec niej lojalny – innej sobie nie wyobrażał i innej nie chciał. Rosło też jego zaangażowanie w system, co wpływało na niechęć do buntu – mówi PAP dr Michał Przeperski, historyk, autor wydanej przez IPN biografii Mieczysława Rakowskiego, która ukazuje się 30 sierpnia.

Polska Agencja Prasowa: Określa pan Mieczysława Rakowskiego jako „postać osobną” w dziejach PRL. Co to znaczy i czy w taki sposób Rakowski postrzegał samego siebie?

Dr Michał Przeperski: Rakowski dla mnie, jako jego biografisty, jest postacią wyróżniającą. Przede wszystkim bardzo różnił się od innych przywódców partyjnych, tak w PRL, jak i w innych krajach komunistycznych. Był ambitny, głodny wiedzy, autentycznie ciekawy świata i ludzi. Przez pryzmat tak rozumianej „inności” można odczytywać całą jego biografię polityczną. Wydaje się zresztą, że on sam w coraz większym stopniu widział w sobie postać osobną. W latach pięćdziesiątych aspirował do warszawskich elit jako „chłopski syn”, który zdawał się nie pasować do stołecznych salonów. Z czasem jednak bliskie związki z warszawskimi elitami połączył z obecnością na szczytach partii. Bycie łącznikiem między tymi grupami także go wyróżniało – do czasu.

PAP: W latach czterdziestych Rakowski był „janczarem systemu”. Opisuje pan epizod, gdy musiał posłużyć się kłamstwem katyńskim, w które nie wierzył. Mimo wątpliwości „wypowiedzenie posłuszeństwa nigdy nie wchodziło w grę”. Co trzymało Rakowskiego przy socjalizmie, mimo wiedzy na temat najgorszych stron systemu?

Dr Michał Przeperski: Próbuję odpowiedzieć na to pytanie w całej mojej książce. Polska socjalistyczna była jego jedyną Polską i czuł się wobec niej lojalny – innej sobie nie wyobrażał i innej nie chciał. Z czasem pojawiły się motywy bardziej pragmatyczne, jak obawa przed znalezieniem się na politycznym marginesie. Rosło też jego zaangażowanie w system, co wpływało na niechęć do buntu. W szerszym kontekście, Rakowski był realistą, momentami zresztą na pograniczu cynizmu. Dobrym przykładem są jego poglądy z lat 1980-1981, gdy nieustannie powtarzał, że konsekwencją „nieodpowiedzialności” Solidarności może być sowiecka interwencja.

PAP: Dla osób słabiej zaznajomionych z historią PRL zaskoczeniem może być konstatacja, że w 1957 r. tygodnik „Polityka”, którego Rakowski był wówczas zastępcą redaktora naczelnego, ostrze krytyki wymierzył w tygodnik „Po prostu”, który był najważniejszym głosem odwilży. Czy taki tygodnik chciał budować Rakowski i mimo tej postawy, dlaczego został uznany za „partyjnego liberała”?

Dr Michał Przeperski: To jeden z najciekawszych okresów jego biografii. W 1957 r. redaktor Rakowski chciał budować taki tygodnik, jakiego oczekiwało od niego kierownictwo PZPR. W dokumentach partii podkreślano, że potrzebny jest głos krytyczny zarazem wobec twardogłowych natolińczyków, jak i liberałów pragnących daleko idących reform systemu, takich jak te postulowane na łamach „Po prostu”. „Polityka” miała być „armatką wodną” pacyfikującą takie nastroje, bardzo ostro pouczającą inne redakcje w sprawie dopuszczalnych granic dyskusji. Prowadzenie tygodnika w zgodzie z partyjnymi wytycznymi Rakowski uważał za konieczne dla utrzymania stabilności systemu, ale jednocześnie z przygnębieniem obserwował zduszenie reformatorskiego entuzjazmu z października 1956 r. Niepokoiło go słabnięcie poparcia dla idei socjalizmu wśród inteligencji i ludzi kultury. Gdy w 1958 r. nie było już „Po prostu” i miejsca na otwartą polemikę prasową, dobrze widziany przez Komitet Centralny Rakowski stanął na czele pisma. Paradoksalnie, w kolejnych latach ukształtował on nowatorską, interesującą formułę pisma skierowanego do inteligencji, nawiązującego do wzorców zachodnich. To wówczas zaczęło się mówić o „liberalizmie” Rakowskiego i „Polityki”.

PAP: Jak wówczas, po stłumieniu odwilży, Rakowski, jako człowiek obracający się w kręgach inteligencji, postrzegał Władysława Gomułkę?

Dr Michał Przeperski: Dziennik Rakowskiego daje nam różne odpowiedzi. Bez wątpienia Rakowski był zafascynowany Gomułką. To poczucie zaczęło wyraźnie słabnąć dopiero w połowie lat sześćdziesiątych – wcześniej Gomułka był dla Rakowskiego niemal figurą ojcowską. Naczelny „Polityki” uważał, że towarzysz „Wiesław” ma pomysł na Polskę, jej rozwój i stabilizację oraz relatywną niezależność od Moskwy. Widział w nim męża stanu: skutecznego i charyzmatycznego. Warto pamiętać, jak wielkie wrażenie robił fakt, że Gomułka w październiku 1956 r. w ostatniej chwili powstrzymał interwencję Sowietów, która skończyłaby się bardzo krwawo. To, że fascynacja słabła, było jednak nieuniknione. Rakowski pragnął nowoczesności, otwarcia na Zachód, chciał też robić dobre pismo, a to szło wbrew ambicjom Gomułki do ścisłej kontroli. Zapisy rozmów Rakowskiego i Gomułki pokazują autentyczne spory o sprawy, które uważali za istotne, widać w nich zwłaszcza różnice generacyjne. Pod koniec lat sześćdziesiątych Rakowski był już przekonany, że Gomułka powinien odejść, bo nie jest w stanie sprostać wyzwaniom nowoczesnego świata. Taki był początek flirtu Rakowskiego z Gierkiem i jego otoczeniem.

Przy okazji rozważań nad Rakowskim i Gomułką zadawałem sobie pytanie, czy istniał stały zestaw poglądów Rakowskiego na polski socjalizm. Sądzę, że najbliżej było mu właśnie do Gomułki, m.in. w kwestii pojmowania roli przywództwa politycznego: obaj mieli patriarchalne myślenie o polityce, gdzie charyzmatyczny przywódca spala się w służbie narodowi, ale jest również zdolny do wymuszenia posłuchu siłą. Obaj byli też negatywnie nastawieni do dziedzictwa II RP. W ich poglądach można zauważyć wiele takich podobieństw.

PAP: Czy w momentach kryzysów lat 1968 i 1970 Rakowski był przerażony zachowaniem Gomułki, czy raczej uważał, że jest to postawa zgodna z jego charakterem?

Dr Michał Przeperski: Powiedziałbym, że był rozczarowany. Spójrzmy na miejsce, w którym znajdował się Rakowski w 1968 r.: osiągnął pewną, liczącą się pozycję w polityce, rozumiał jej kulisy. Doceniał wagę ideowości, ale wiedział, że codzienna walka polityczna ma brutalny charakter. Rozczarowanie wynikało nie tylko z postawy Gomułki symbolizowanej haniebnym przemówieniem o obywatelach PRL pochodzenia żydowskiego jako „piątej kolumnie”, ale także dostrzegania, że „Wiesław” nie broni swoich własnych towarzyszy pochodzenia żydowskiego, których dotykają czystki. Był to dla Rakowskiego szok, ale podszyty poczuciem, że w tle toczy się bardzo brutalna walka o władzę. Rozumiał, że Mieczysław Moczar próbuje obsadzić struktury państwowe swoimi ludźmi. Mam przekonanie, że także w grudniu 1970 r. Rakowski miał poczucie klęski, wynikającej z przekonania, że system, z którym się związał i którego czuł się częścią, ponosi porażkę. W obu przypadkach podjął decyzję o dalszym funkcjonowaniu w ramach systemu.

PAP: Podobne odczucia towarzyszyły mu w latach 1976-1980, gdy mimo porażek systemu wierzył w kolejnego przywódcę PRL Edwarda Gierka?

Dr Michał Przeperski: Gierek niewątpliwie fascynował Rakowskiego, szczególnie do połowy lat siedemdziesiątych. Podobne przekonanie towarzyszyło zresztą wielu innym przedstawicielom środowiska „Polityki”. Czy w połowie dekady pojawiło się przekonanie o klęsce systemu? To chyba nie tak. Pojawiła się jednak świadomość, że coś się kończy. W poruszający sposób wspominała to Hanna Krall, wskazując, iż po powstaniu KOR w 1976 r. inteligenci poczuli dyskomfort. Do tej chwili to właśnie „Polityka” Rakowskiego była najbardziej „liberalnym” środowiskiem politycznym – krytycznym wobec rzeczywistości, ale akceptującym ją. Pojawienie się opozycji demokratycznej przyniosło swego rodzaju kryzys moralny wśród współpracowników Rakowskiego.

Oprócz tego redaktor naczelny „Polityki”, mając dostęp do danych nieznanych opinii publicznej, zdawał sobie sprawę z rzeczywistej sytuacji gospodarczej i finansowej państwa. Klęska projektu modernizacyjnego Gierka niewątpliwie też była powodem jego frustracji. Czytając jego dziennik dostrzeżemy bez trudu, że przeżywał ją inaczej, niż tę sprzed dekady.

PAP: W 1983 r. doszło w Gdańsku do spotkania Rakowskiego z stoczniowcami. W rzeczywistości było to starcie z Lechem Wałęsą i jego otoczeniem. Zakończyło się porażką wicepremiera. Czy Rakowski przecenił swoje możliwości prowadzenia tak trudnej dyskusji?

Dr Michał Przeperski: Tak sądzę. Rakowski był przekonany, że do swoich racji przekona, może nie robotników, ale z pewnością telewidzów obserwujących debatę. Ten zamiar katastrofalnie się nie powiódł. Większość byłych współpracowników, wicepremiera jednoznacznie oceniała debatę w Stoczni Gdańskiej jako klęskę. Wyjątkiem mógłby być Jerzy Urban, wskazujący, że swoim wystąpieniem Rakowski pokazał, że władza będzie podejmować walkę. Debata była zresztą jego własnym pomysłem i cieszyła się poparciem gen. Jaruzelskiego, który także uważał, że konieczne jest „prężenie muskułów”. Tymczasem opinia publiczna zobaczyła, że wicepremier wyśmiewa się z robotnika Wałęsy, a innych stoczniowców traktuje lekceważąco i nie ma do przedstawienia jakichkolwiek argumentów.

PAP: Pisze pan o Rakowskim jako „premierze ostatniej szansy”. Czy Rakowski miał poczucie, że jego premierostwo to ostatni ruch systemu przed próbą porozumienia z częścią opozycji?

Dr Michał Przeperski: Był przekonany, że wreszcie przyszedł jego czas, ale oczywiście nie zakładał ani bycia „ostatnim premierem”, ani nie myślał o transformacji systemowej. Gdy w 1988 r. Rakowski zostawał premierem władze wyrażały wobec nielegalnej Solidarności twarde stanowisko – dopuszczenie do jej rejestracji było w odległej perspektywie. Z tego okresu nie ma źródeł, które wyrażałyby przekonanie władz, że w PRL powinno dojść do zmiany systemowej rozumianej jako podzielenie się władzą czy wprowadzenie systemu kapitalistycznego. Tego nie zakładała zresztą nawet opozycja. Natomiast Rakowski był zdeterminowany do wprowadzenia daleko idących reform. Nie miał dokładnie przemyślanego ich kształtu, ale kierunek był czytelny: szło o wprowadzenie rozwiązań wolnorynkowych w duchu popularnego wówczas thatcheryzmu. Rakowski pragnął być jednocześnie reformatorem, „liberałem” i mocnym człowiekiem reżimu. Nic dziwnego, że Stanisław Ciosek nazwał rząd „Zosią-samosią”. Premier był święcie przekonany o swojej sile i wydawało mu się, że przekona Polaków do reform i wyrzeczeń. Nie udało się.

PAP: Porównanie do polityki Margaret Thatcher wydaje się uzasadnione, ale być może Rakowski szedł dalej i marzył o „wariancie chińskim” – zachowaniu władzy partii i stworzeniu wolnego rynku?

Dr Michał Przeperski: Model chiński zakłada pełne panowanie nad aparatem represji. Komunistyczna Partia Chin mogła wprowadzać reformy wolnorynkowe, gdyż w chwili wybuchu demokratycznego buntu, wiosną 1989 r., został on brutalnie stłumiony przez armię. W PRL takie rozwiązanie było bardzo mało prawdopodobne. Ale jeśli potraktujemy założenia modelu chińskiego nieco ogólniej, to możemy przyjąć, że Rakowski myślał o takim rozwiązaniu: nie zakładał podzielenia się władzą, uważał, że możliwe jest wprowadzenie wolnego rynku, którego uczestnikiem będzie mógł być każdy, choć z natury rzeczy uprzywilejowana będzie nomenklatura. Czy to się mogło powieść? To zupełnie inna sprawa.

PAP: Jakie jest znaczenie dzienników Rakowskiego?

Dr Michał Przeperski: Dla zrozumienia samego Rakowskiego znaczenie jego zapisków jest kluczowe. Pozwalają one również na zajrzenie za kulisy systemu i funkcjonowanie ówczesnego społeczeństwa. Ich oryginały znajdują się w Archiwum Instytutu Hoovera w Stanford – dowodzę zresztą, że skala zmian pomiędzy oryginałem i wersją opublikowaną w Polsce jest ogromna, zwłaszcza bardzo wiele fragmentów zostało dopisanych post factum. To, co zostało ostatecznie opublikowane, nie jest dziennikiem, ale jego wspomnieniami ubranymi w szaty dziennika. Co gorsza, historycy dziejów politycznych, bez spojrzenia na oryginał, nie są w stanie oddzielić oryginalnych zapisków od późniejszych dopisków. Dla mnie niezwykle istotne jest natomiast to, że docierając do oryginału jego zapisków mogłem wyjść poza autokreację samego Rakowskiego. Zachęcam czytelników, by osądzili sami jak bardzo przekonująca jest moja opowieść o „postaci osobnej” peerelowskiej polityki.(PAP)

Rozmawiał Michał Szukała

Autor: Michał Szukała

szuk/ akr/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2021