Ministerstwo Edukacji i Nauki

01.12.2021
PL EN
19.10.2021 aktualizacja 19.10.2021

Tajemnicze zgony słynnych Polaków często nie były wcale tajemnicze

Trucizna, pozorowane samobójstwo albo ukartowana śmierć – często takie miały być powody zgonów słynnych Polaków. Wiele z nich wcale nie było aż tak tajemniczych: w przypadku ostatnich Piastów "czynnikiem chorobotwórczym” było pijaństwo, a Stefan Batory nie dbał o zdrowie i był schorowany.

W książce „Historyczne archiwum X. Tajemnicze zgony słynnych Polaków” pisze o tym Sławomir Koper historyk i scenarzysta. Autor ponad 70 książek, które sprzedały się w łącznym nakładzie około 1 mln egzemplarzy. W najnowszej publikacji nie rozstrzyga on co było przyczyną śmierci naszych rodaków, nie ujawnia nowych faktów i nie podaje nowych ustaleń. Nie znajdziemy też nowych analiz i interpretacji. To jedynie sposób na atrakcyjną dla czytelników popularyzację historii. Warto jednak pozbyć się wielu mitów z dawnych i najnowszych dziejów Polski. 

Pozbądźmy się wreszcie legendy, że Władysław Warneńczyk nie zginął pod Warną, bo nie znaleziono, a raczej nie zidentyfikowano jego ciała, choć miał ponoć sześć palców u stóp. Młody król Polski poległ w bitwie z Turkami w 1444 r., a jego ciało trudno było znaleźć pośród 7 tys. zmarłych. Zginął na czele szarży 500 rycerzy, bo wpadł w pułapkę. 

Mitem jest, że Warneńczyk przeżył, a potem się ukrył na Maderze, portugalskiej wyspie. Jeszcze większą bzdurą jest - pisze Koper - że jego synem był… Krzysztof Kolumb. A taką hipotezę kilka lat temu wysunął portugalski historyk Manuel da Silva w książce „Kolumb. Historia nieznana”. Można stawiać śmiałe hipotezy, popularyzować historię w sposób sensacyjny, nie można jednak przekraczać granicy absurdu. A z czymś takim mamy tu do czynienia. Choć Krzysztof Kolumb Polakiem brzmi dumnie, to lepiej trzymać się tego, że Polakiem był Mikołaj Kopernik. 

Niczym nie odbiegamy od innych narodów, Polacy w dawnych czasach posługiwali się trucizną równie sprawnie jak na dworach w Moskwie, we Florencji czy Paryżu. Jak pisze Sławomir Koper „(…) trucizna stanowiła wówczas popularny środek na pozbycie się niewygodnych osób, ale przy okazji jej działaniu często przypisywano także zgony spowodowane zwykłymi czynnikami chorobotwórczymi”. 

W przypadku ostatnich książąt z rodu Piastów Janusza III i Stanisława „czynnikiem chorobotwórczym” było pijaństwo i wyjątkowo hulaszczy tryb życia. Obaj zmarli w odstępstwie kilkunastu miesięcy w wieku zaledwie 24 lat i najprawdopodobniej z tej samej przyczyny. Owszem, plotkowano, że zostali otruci, bo tacy młodzi, zdrowi i silni. Mniej mówiono o tym, że Stanisław zmarł po libacji u brata w 1524 r. i nie przeżył kolejnego kaca. 

Jego następcą został Janusz III, ale ten po tragedii brata nic nie zmienił w swoim życiu, nadal używał i pił na umór. „Zachorował na przełomie 1525 i 1526 r. Wprawdzie jeden z torturowanych, niejaki Jordanowski, wskazał nawet osoby, które miały otruć księcia, kto jednak na torturach by tego nie zrobił. Bardziej prawdopodobne jest zatrucie pokarmowe lub inna infekcja, której wtedy nie znano. Ale do nagłego zgonu nawet w młodym wieku może doprowadzić pijaństwo, którego skutkiem bywa zapalenie trzustki. Dość często się to zdarza w czasach współczesnych, podczas świąt i na weselach. Rzadziej tylko dochodzi do zgonu, bo znacznie lepszą mamy dziś medycynę".

A jak zmarł król Stefa Batory? Został otruty? Takie podejrzenia wciąż się pojawiają w różnych spekulacjach. W 1964 r. w książce „Czy królobójstwo? Krytyczne Studium o śmierci króla Stefana Wielkiego Batorego” wydanej w Londynie, pisał o tym lekarz Herman Zdzisław Scheuring. „Scheuring wylicza 13 poszlak wskazujących na otrucie króla Stanisława. Większość z nich trudno jednak traktować poważnie” – stwierdza Sławomir Koper. 

Król Batory najprawdopodobniej zmarł na uremię (mocznicę), do jakiej doprowadza schyłkowa niewydolność nerek. Taką opinię wystawiło konsylium lekarskie, jakie zwołano w 1933 r., w którym posłużono się opisem stanu szczątków króla, gdy rozcięto jego ciało i wyjęto wnętrzności, by przeprowadzić konserwację zwłok. Trzeba było je przewieźć z Grodna na Wawel, a to trwało wiele miesięcy. Zwrócono wtedy uwagę na zmiany w płucach (spowodowane infekcją?) oraz wyjątkowo duże nerki, porównano je nawet do nerek wołu. 

Nie zbadano jednak mięśnia sercowego, a do czaszki nawet nie zaglądano. Bo nie była to sekcja zwłok w dzisiejszym rozumieniu. Wtedy jej nie przeprowadzono, na to potrzebna była zgoda papieża. Pewną poszlaką jest, że schorzenia nerek obniżają libido, a Batory podobno w ostatnich latach swego życia nie był zbytnio zainteresowany alkową. Schorowany mężczyzna raczej nie jest podatny na niewieście wdzięki, przynajmniej przez pewien czas. (PAP)

Autor: Zbigniew Wojtasiński

zbw/ ekr/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2021