Ministerstwo Edukacji i Nauki

08.05.2021
PL EN
20.03.2015 aktualizacja 20.03.2015

SMSy z bocianiego szlaku

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Na trasie migracji do Afryki Przemek, bocian z Mazowsza, spotkał się z bocianami z Opolszczyzny, a nawet z grecką bocianicą Silvią. Nowe szczegóły nt. ptaków i ich wędrówek ornitolodzy poznają dzięki technologii GPS i nadajnikom niewiele większym od pudełka zapałek.

Obok obrączkowania - jednej z najbardziej powszechnych technik badania życia ptaków, ornitolodzy coraz częściej korzystają z możliwości, jakie dają nadajniki GPS. To małe urządzenia, które za pośrednictwem sieci telefonii komórkowej albo satelity przekazują badaczom informację nt. położenia ptaka. Nadajniki mocuje się na grzbiecie bocianich podlotków na specjalnych, elastycznych, teflonowych szelkach. Dzięki baterii słonecznej urządzenie może nadawać latami.

Uzyskane z niego dane pozwalają poznać trasę przelotu i ustalić szczegóły, np. gdzie osobnik nocuje albo czy zawraca w trasie z powodu pogody. Wiedząc, gdzie dokładnie żeruje, na zdjęciach satelitarnych można sprawdzić, czy jest to sawanna, czy pola uprawne. To wyjątkowo dokładne narzędzie - ocenia w rozmowie z PAP prof. Leszek Jerzak z Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Dzięki nadajnikom GPS (wykorzystywanym również do śledzenia wielu różnych gatunków zwierząt, np. wilków czy rysi) lawinowo przybywa informacji dotyczących strategii przelotu. "Dotychczas uważano np., że młode bociany lecą na południe Afryki, gdzie pozostają przez trzy lata do osiągnięcia dojrzałości, po czym wracają do Europy. Dzięki odczytom z naszego nadajnika od jednego z bocianów z okolic Zielonej Góry okazało się, że młode w Afryce intensywnie ćwiczą, i z roku na rok obierają coraz bardziej ambitne trasy. Najpierw dolatują do Tanzanii albo trochę dalej - po czym wracają. Za rok próbują lecieć do Turcji, i znów wracają na zimowisko w Sudanie" - opowiada prof. Jerzak.

"Obserwując większą liczbę bocianów z nadajnikami, także z różnych pokoleń, możemy się dowiedzieć, czy dana trasa jest wśród ptaków utrwalona. W tym roku chcemy założyć co najmniej trzy nadajniki, żeby poznać trasę rodzeństwa i sprawdzić, czy przez całą wędrówkę przebywają razem" - mówi Ireneusz Kaługa z Grupy EkoLogicznej.

Ciekawe jest porównanie danych pochodzących od wielu bocianów z nadajnikami. Nanosząc na jedną mapę sygnały od różnych ptaków można wskazać najważniejsze miejsca odpoczynków na trasie i dystans, jaki ptaki pokonują w ciągu poszczególnych dni. Można też odkryć nieznane zimowiska.

Trasę przelotu Przemka, bociana z powiatu siedleckiego, śledziło kilkuset użytkowników Facebooka. Dzięki nadajnikowi okazało się, że w ciągu zaledwie 18 dni przeleciał nad 10 krajami - m.in. Ukrainą, Bułgarią, Egiptem, Sudanem i Czadem, przemierzając ok. 5700 km.

"O bocianach wiemy już dużo, ale nadajniki GPS tę wiedzę wzbogacają" - podkreśla Kaługa, który od lat obrączkuje bociany, a w 2014 r. założył pierwszy nadajnik. "Udało się np. zgromadzić wiele cennych informacji na temat żerowisk. Dowiedzieliśmy się również, że nasz bocian przez pewien czas przebywał w stadzie z bocianami z Opolszczyzny. Nadawały z miejsc oddalonych od siebie o 60-70 metrów! I że między Egiptem a Sudanem leciał w stadzie z grecką Silvią, gdyż dostaliśmy z Grecji informację, że ich bocian jest dokładnie w tym samym rejonie, co nasz" - opowiada.

Niestety, część bocianów z nadajnikami "gubi się" ornitologom. Śmiertelność wśród ptaków wędrujących jest bardzo duża. U bocianów białych w 1. roku życia śmiertelność wynosi nawet 60 proc. Przemek spod Siedlec zamilkł w październiku 2014 r., a spośród czterech bocianów z nadajnikiem obserwowanych przez ornitologów z UZ, do dziś odzywa się jeden. "Pierwszy zginął w RPA, dwa w Turcji – jeden przy granicy z Grecją, a drugi - z Syrią. Czwarty nadaje z południa Afryki. Być może już w następnym sezonie wróci do Polski. Ciekawe, gdzie się osiedli, jak daleko od gniazda rodziców" - zastanawia się prof. Jerzak.

Jeśli sygnał znika z powodu braku zasięgu, zwykle po kilku dniach ptak znów zaczyna nadawać. Jeśli jednak miał wypadek albo został zabity, nadajnik GPS pomaga określić przyczynę śmierci - tłumaczy prof. Jerzak. "Często nadajnik zaczyna bowiem nadawać z jednego miejsca. Znając jego namiary, naukowcy mogą poprosić znajomego z innego kraju, żeby podjechał i zabrał nadajnik, a przy okazji sprawdził przyczynę śmierci ptaka" - opowiada naukowiec z UZ.

Informacje z nadajników pozwalają nie tylko lepiej poznać bociany. Pomagają też rozpoznawać zagrożenia na ich trasie, co przekłada się na możliwość lepszej ochrony.

"Obecnie za jedne z najbardziej niebezpiecznych miejsc na trasie bocianich wędrówek uważa się Syrię i Liban, gdzie pseudomyśliwi strzelają do bocianów na wielką skalę. Krytycznym miejscem jest też Izrael, przez który leci większość bocianów, a gdzie przez całą dobę utrzymuje się w powietrzu wojskowe myśliwce. Problemem na trasie wędrówek są też przesyłowe linie elektryczne, których wiele buduje się ostatnio np. w Turcji" - tłumaczy naukowiec z Zielonej Góry.

"Dla mnie, przyrodnika, a nie naukowca, najważniejszą wartością takich projektów jest aspekt praktyczny, związany z możliwością wskazania i podejmowania działań ochronnych. Znając coraz lepiej trasy i strategiczne miejsca odpoczynku, możemy lepiej współpracować z przyrodnikami czy organizacjami z terenów, którymi biegnie trasa, np. z Ukrainy, albo myśleć o zabezpieczaniu tam słupów energetycznych, na których bociany często giną" - opowiada Kaługa.

"Jeśli wiemy, gdzie bociany lubią żerować i w jakich środowiskach czują się najlepiej, można próbować kształtować tam programy rolnośrodowiskowe - tak, by sprzyjały ich ochronie" - dodaje prof. Jerzak.

Największą wadą nadajników GPS, za pomocą których śledzi się również przemieszczanie się innych zwierząt, np. rysi, jest ich cena, ok. 1000 euro. Kolejne wydatki wiążą się z obsługą nadajnika - możliwością śledzenia bociana przez satelitę albo abonament w sieci telefonii komórkowej. Dlatego w tej chwili nadajniki zakładane są na małą skalę, najwyżej ok. 20 w jednym kraju.

"To dość droga sprawa, dlatego powszechną metoda badawczą jeszcze przez jakiś czas nie będzie. Ale już nawet jeden miesiąc odbioru pozwolił zgromadzić mnóstwo cennych danych, pomocnych również w ochronie gatunku" - mówi Kaługa.

Prof. Jerzak sugeruje, że w miarę postępu elektroniki nadajniki będą się zmniejszały i taniały, i w przyszłości mogą nawet zastąpić obrączkowanie, co pozwoli szczegółowo obserwować całe populacje.

PAP - Nauka w Polsce, Anna Ślązak

zan/ mki/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2021