18.12.2017
PL EN
29.11.2017 aktualizacja 29.11.2017
Ludwika Tomala
Ludwika Tomala

Dr Kosiński: rezygnacja z prywatności w sieci jako nieunikniony podatek

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Nasza aktywność w sieci sprawia, że pozostawiamy za sobą mnóstwo cyfrowych śladów. Może jednak rezygnację z części prywatności w sieci powinniśmy traktować jak podatek, którego nie możemy uniknąć - zastanawia się dr Michał Kosiński, psycholog ze Stanforda.

Każdego dnia korzystamy z kart kredytowych, urządzeń mobilnych, wyszukiwarek, przeglądarek, mediów społecznościowych... A to wszystko sprawia, że zostawiamy po sobie mnóstwo cyfrowych śladów, unikalnych odcisków palca, po których można nas zidentyfikować. "To nie do uniknięcia" - mówi dr Michał Kosiński ze Stanford University, jeden z najbardziej znanych na świecie psychologów i badaczy zajmujących się data science.

Dr Kosiński w swoich badaniach (m.in. praca z PNAS z 2013 r.) pokazuje, że zbierając i analizując dane z profilów tysięcy czy milionów użytkowników mediów społecznościowych można coraz lepiej przewidywać cechy osobowości konkretnych osób i ich zachowania.

O tym, jak może wyglądać świat w erze "post-prywatności" mówił w poniedziałek podczas konwersatorium im. Jerzego Pniewskiego na Wydziale Fizyki Uniwersytetu Warszawskiego. "Może nam się wydawać, że cyfrowe ślady, które za sobą pozostawiamy np. na portalach społecznościowych, są całkiem niewinne" - powiedział dr Kosiński. Zwrócił uwagę, że przecież nie ujawniamy tam o sobie świadomie zbyt delikatnych informacji. Ale i tak z naszej aktywności w sieci można sporo wyczytać.

POWIEDZ MI, CO LUBISZ, A POWIEM CI, KIM JESTEŚ

Dr Kosiński podał przykład aplikacji Uniwersytetu w Cambridge www.applymagicsauce.com. Program, kiedy damy mu dostęp do naszych postów i wpisów na portalach społecznościowych, błyskawicznie ocenia czy jesteśmy z kimś w związku, nasze wyznanie, orientację polityczną, inteligencję, zadowolenie z życia, umiejętności kierownicze i cechy osobowości (algorytm najlepiej spisuje się w przypadku anglojęzycznych stron). Te informacje o nas są właściwie na wyciągnięcie ręki.

Dr Kosiński wytłumaczył, jak można automatycznie wyciągać wnioski o osobach analizując ich profile internetowe. Podał przykład fanpejdżu Hello Kitty, którego 99 proc. użytkowników to kobiety. "Jeśli wiesz, że ktoś polubił profil Hello Kitty, możesz się spokojnie założyć, że ten ktoś to kobieta" - powiedział Kosiński.

Nie zawsze sytuacja jest tak oczywista. Np. wśród osób, które polubiły film "Forrest Gump", jest ok. 53 proc. mężczyzn, a 47 proc. kobiet. Jest więc tylko ciut większe prawdopodobieństwo, że dany użytkownik jest mężczyzną. "Ale możemy z tej wiedzy wybrać takie ziarno prawdy i zbierać je, agregować" - opowiedział zwracając uwagę, że na portalach społecznościowych mamy polubionych wiele profili.

I tak np. analizując ponad 230 polubień użytkownika na Facebooku algorytm jest w stanie dokładniej niż współmałżonek danej osoby zgadnąć, jak odpowie ona na pytania w kwestionariuszu osobowości stosowanym przez psychologów. Pokazał to właśnie dr Kosiński z kolegami w swoich badaniach.

CZYTAĆ TWARZE JAK KSIĄŻKI

Badacz ze Stanforda pokazywał również, że sporo informacji o człowieku można wyciągnąć z samych zdjęć - portretów - zamieszczanych na portalach społecznościowych.

Przedstawił, jak bardzo różnią się zdjęcia osób ekstrawertycznych i introwertycznych. I chodzi nie tylko o to, że kobiety ekstrawertyczne wybierają inny makijaż, noszą soczewki kontaktowe zamiast okularów albo inaczej robią selfie niż introwertyczki. Ma to również odbicie w innych cechach wyglądu - jak np. kształt twarzy. Jeśli zidentyfikuje się, czy dana osoba jest intro- czy ekstrawertykiem, można docierać do niej ze skuteczniejszym przekazem marketingowym. Firma lub instytucja może więc przygotować różne wersje reklamy - skrojone pod konkretnego użytkownika, bazując tylko na zdjęciach danej osoby.

Psycholog ze Stanforda wskazywał również, że algorytm do rozpoznawania twarzy po pięciu zdjęciach jednej osoby jest w stanie przewidzieć orientację seksualną danej osoby. U mężczyzn - jak mówił - z prawdopodobieństwem powyżej 90 proc., a u kobiet - 80 proc.

Dr Kosiński opowiedział, że jeśli weźmy zdjęcia 100 tys. osób, to 6,5 tys. z nich to osoby homoseksualne. Załóżmy, że algorytm uporządkuje te zdjęcia od cech najbardziej związanych z heteroseksualnością do cech najsilniej związanych z homoseksualnością. "I jeśli weźmiemy 500 twarzy z końca tego zestawienia, ponad 99 proc. z nich to będą naprawdę osoby homoseksualne" - powiedział dr Kosiński.

"To kompletnie niedopuszczalne rozwiązanie! W dodatku dostępne już w krajach, w których bycie gejem oznacza praktycznie śmierć" - skomentował. Jak dodał, podobną metodę można by było zastosować pewnie i do wyznaczania różnych innych grup - np. ateistów, liberałów, fizyków - żartował.

NIE TAKI DIABEŁ STRASZNY

Zwrócił jednak uwagę, że z drugiej strony analizowanie cyfrowych śladów może też przynosić wiele korzyści dla społeczeństwa. Np. wyszukiwać osoby, które mogą potrzebować pomocy psychologicznej, bo są bliskie samobójstwa. Albo osób, które wykazują objawy nowotworu skóry. Albo nawet wykazują większe ryzyko, że kogoś zabiją. Nie mówiąc już o aplikacji randkowej, która za zgodą obu stron dobierać będzie perfekcyjnie dopasowanego do nas partnera.

Poza tym zgoda na udostępnianie instytucjom naukowym informacji na temat swojego stanu zdrowia - może przyspieszyć postęp w medycynie. A dzielenie się informacjami o swojej lokalizacji - pozwala na bieżąco ustalać, gdzie tworzą się w mieście korki.

TORNADOM WSTĘP WZBRONIONY?

Prelegent dodał, że być może rezygnacja z prywatności powinna być przez nas traktowana jak płacenie podatków. "Nikt nie lubi płacić podatków. Ale płacenie podatków bywa dobre dla społeczeństwa. Może więc usiądźmy i spokojnie zastanówmy się, jak dzielenie się danymi może być korzystne dla społeczeństwa. I jak dzielić się informacjami tak, by było to dla nas produktywne".

Mówiąc o rezygnacji z prywatności powiedział: "Pomyślcie o tym jak o tornadzie. Możemy wprawdzie uznać, że tornada są złe i je zdelegalizować. Albo przyjąć, że każdy powinien mieć prawo wypisać się z listy osób, w które uderzyć może tornado. Ale wiecie co? Tornada i tak będą nadchodzić. Jeśli nie tu, to gdzie indziej. I im szybciej zaakceptujemy fakt, że tornada ery post-prywatności będą nadciągać, tym szybciej wypracujemy rozwiązania, by świat był ciągle bezpieczny i wygodny do zamieszkania" - zakończył. 

PAP - Nauka w Polsce

Autor: Ludwika Tomala

lt/ ekr/

Partnerzy

Copyright © Fundacja PAP 2017