18.02.2018
PL EN
10.02.2018 aktualizacja 10.02.2018

Mądry po szkodzie. Zapiski z czasów klimatycznej zagłady

"Upadek cywilizacji zachodniej" to książka napisana z perspektywy tych, którzy przetrwali klimatyczną apokalipsę, spowodowaną przez nadmierne emisje i brak właściwej reakcji na wzrost ocieplenia. Pozwala ona przyjąć klasyczny punkt widzenia mądrego po szkodzie.

Naukowcy bombardują nas wiedzą nt. ocieplenia - jego przyczyn, skali i możliwych skutków. Fakt zmiany klimatu, jej fizycznych oraz ekonomicznych konsekwencji, został też obszernie udokumentowany. A jednak w wielu kręgach wciąż istnieje potrzeba uświadamiania, że naprawdę mamy do czynienia z sytuacją krytyczną. Dlaczego tak jest? Być może ludzie nie umieją zrozumieć, jak dokładnie będzie wyglądała zmiana klimatu.

Właśnie z takiego założenia wyszli autorzy książki: Erik M. Conway historyk nauki i technologii (pracujący w Laboratorium Napędu Odrzutowego w Pasadenie, w Kalifornii) i Naomi Oreskes - profesorka historii nauki oraz nauk o Ziemi na Uniwersytecie Harvarda. W swoim eseju łączą oni elementy książki historycznej i science fiction. Narratorem jest historyk z przyszłości, który ocenia przeszłość, będącą naszą teraźniejszością oraz możliwą przyszłością. Zmaga się on z dylematem: jakim cudem nie zdołaliśmy uwzględnić solidnych informacji nt. zmiany klimatycznej?

Przez ponad sto lat poprzedzających upadek świat Zachodu zdawał sobie sprawę z tego, że obecne w atmosferze ziemskiej dwutlenek węgla i para wodna pochłaniają ciepło.

Trzy następujące po sobie etapy rewolucji przemysłowej doprowadziły do masowego uwolnienia do atmosfery dodatkowej ilości dwutlenku węgla. Początek ostatecznej fazy upadku przypadł na połowę XX w. Niektórzy przyrodoznawcy alarmowali wówczas, że wzrost poziomu CO2 w atmosferze (spowodowany działalnością człowieka) teoretycznie może ogrzać planetę. Przejęli się jednak tylko nieliczni.

Nie pomogło powołanie IPCC – Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu, które miało komunikować osiągnięcia nauki i dawać rządom naukowe podstawy, umożliwiające edukację społeczeństwa i ochronę planety. Naukowców mówiących o potencjalnie katastrofalnym efekcie zmiany klimatycznej nazwano jednak "alarmistami". Społeczeństwo, zamiast analizować fakty, zwiększało swój sceptycyzm wobec zmiany klimatycznej.

Ignorowano związane z ociepleniem coraz częstsze pożary, powodzie, huragany i fale upałów. "Z perspektywy stuleci jasne jest, że na początku XXI wieku trzeba było podjąć natychmiastowe kroki w celu przekserowania gospodarki na tory nieemisyjne. Co zdumiewające, wydarzyło się coś zupełnie przeciwnego. W tym samym momencie, gdy potrzeba natychmiastowego przekształcenia źródeł pozyskiwania energii stała się oczywista, światowe emisje gazów cieplarnianych wzrosły" - piszą autorzy.

Źródłem problemu, zdaniem autorów książki, są ludzie i ich "wzorce ostentacyjnej konsumpcji". Główną odpowiedzialnością za zabójczy wzrost produkcji paliw kopalnych obciążają oni kraje zamożne i ich sceptycyzm wobec ocieplenia, a także złudzenie, że gaz ziemny z łupków stanie się pomostem pomiędzy paliwami tradycyjnymi a odnawialnymi źródłami energii. W praktyce jednak - jak piszą - tani gaz nie zastąpił innych rodzajów paliw kopalnych; w wielu częściach świata stał się po prostu kolejnym źródłem energii. W efekcie całkowite emisje na świecie rosły, a zaburzenia klimatu - przybierały na sile.

Narrator pisze o momencie przyszłości, w którym zrobiło się za późno na refleksję. Jeszcze przed połową XXI wielu normą stały się fale upałów, przekładające się na problemy z dostępnością wody i brakiem pożywienia. Stąd niedługo już do zamieszek (związanych z walką o zdobycie żywności), ataków nowych patogenów i konieczności ograniczania populacji. Na poziomie społecznym realna stała się groźba obalania rządów; na poziomie przyrodniczym - nowe migracje i wymierania gatunków.

Punktem przełomowym stało się całkowite stopienie pokrywy lodowej na morzu Arktycznym, topnienie wiecznej zmarzliny i uwalnianie kolejnych wielkich porcji gazów cieplarnianych. Nawet wtedy jednak ludzie sprawujący władzę nie rozumieli sytuacji klimatycznej. Władza należała bowiem "do instytucji politycznych, ekonomicznych i społecznych, którym bardzo zależało na dalszym wykorzystywaniu paliw kopalnych" - piszą autorzy.

Kwestię ocieplenia Conway i Oreskes przedstawiają w bardzo szerokim kontekście. Ich zdaniem stawką w grze jest nie tylko stan środowiska, ale też przyszłość demokracji. Dlatego tłumaczą, że zjawiskami globalnymi i związanymi z działaniami człowieka (jak właśnie ocieplenie) – nie powinny się zajmować jedynie nauki o systemach ziemskich, naturalnych. Całość obrazu dopełniają nauki społeczne.

Książkę "Upadek cywilizacji zachodniej. Spojrzenie z przyszłości" wydało Wydawnictwo Naukowe PWN. Autorzy podkreślają w przedmowie, że z polskiego wydania książki cieszą się szczególnie. "Choć sceptycyzm wobec zmiany klimatycznej najbardziej powszechny jest w Stanach Zjednoczonych, stanowisko to znajduje też posłuch w niektórych częściach wschodniej Europy, szczególnie pośród tych, którzy mogą obawiać się odrodzenia tyranii w stylu sowieckim. Jednak ludzie ci nie zdają sobie sprawy, że ich sceptycyzm zagraża wolności, każdy dzień bierności wzmacnia bowiem prawdopodobieństwo, że ostatecznie, w celu poradzenia sobie ze skutkami sytuacji, w której nastąpi destabilizacja klimatu, będziemy musieli podjąć drastyczne środki" - piszą.

Można się zastanawiać, na ile przyszłość przedstawiona w książce stanie się naszym udziałem. Fakty nie mogą napawać optymizmem. W rozwiniętej i "zielonej" od dekad Kanadzie powstają projekty eksploatacji nowych rodzajów zasobów (np. piasków bitumicznych). Topniejące lody Arktyki osłaniają kolejne obszary do eksploatacji ropy i gazu ze złóż z regionach polarnych.

PAP - Nauka w Polsce

zan/ ekr/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2018