18.04.2019
PL EN
24.03.2018 aktualizacja 24.03.2018

O pewnym astronaucie i naszym oku na Wszechświat

Czy jedna śrubka może zniweczyć kosztującą miliardy dolarów misję? Jak najbardziej! O tej i wielu innych rzeczach można przeczytać w autobiografii amerykańskiego astronauty Mike`a Massimino, członka dwóch ostatnich misji serwisowych do Teleskopu Hubble`a.

Tak się złożyło, że marzec obrodził nam książkami autorstwa astronautów. Ledwo zdołałam skończyć "Zapytaj astronautę" Tima Peake`a (http://www.naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C28424%2Cpotrzasnij-astronauta-dostaniesz-odpowiedz.html), a na moje biurko trafiła książka "Spaceman" Mike`a Massimino. Za dużo? Zdecydowanie nie! O jakości obydwu pozycji niech świadczy przede wszystkim fakt, że wciąż nie odczuwam nawet odrobiny przesytu tematyką.

Zapewne pomaga tutaj fakt, że od wspomnianej publikacji Peake`a książka Massimino różni się dość mocno. O ile pierwsza pozycja koncentruje się na różnego rodzaju ciekawostkach dotyczących podróży w kosmos, o tyle Mike Massimino napisał klasyczną autobiografię: czytelnik śledzi jego historię od czasu pierwszej fascynacji kosmosem małego Mike`a (lądowanie na Księżycu, a jakże!) aż po pełną zwrotów akcji ostatnią misję serwisową do Teleskopu Hubble`a.

Jest to opowieść o innej epoce programu kosmicznego. Massimino był aktywnym astronautą w erze wahadłowców, początkiem końca której była katastrofa Columbii w 2003 r. Można było wówczas polecieć w kosmos zaledwie na kilkanaście dni - zamiast kilku miesięcy, jak w przypadku misji na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Bardzo ciekawie się o tym czyta zwłaszcza będąc świeżo po lekturze wspomnianej już książki młodszego stażem astronauty.

Z okazji polskiej premiery książki na początku marca Massimino odwiedził nasz kraj. Jak się okazało, rozmawiających z nim dziennikarzy najbardziej frapowała jedna kwestia: jak zostać astronautą? Jakim człowiekiem trzeba być, aby polecieć w kosmos? Rzecz jasna, najpełniejsze odpowiedzi kryją się w samej promowanej książce.

Jedno jest pewne: odpowiednie wykształcenie, przyrodnicze czy ścisłe nie wpłynie negatywnie na nasze szanse - w końcu póki kosmiczna turystyka nie jest jeszcze kwitnącą gałęzią przemysłu i potrzebny jest nam jakiś naukowy pretekst, żeby w ten kosmos polecieć!

Ważne jest także to, aby nie ulegać własnym słabościom. Czy to problemy w nauce, czy też niedoskonałości ciała - Massimino swoją opowieścią udowadnia prawdziwość starego frazesu: nie ma rzeczy niemożliwych. Jemu samemu udało się dostać do programu kosmicznego pomimo takiego detalu jak zbyt słaby wzrok, którego nie wolno mu było poprawić laserową korekcją. Jedynym wyjściem były długie, żmudne ćwiczenia wzroku, aby podciągnąć go do dozwolonego zakresu. (Nie martwcie się jednak, kochani krótkowidze, sam Massimino uspokaja: współczesne programy kosmiczne nie mają już tak drakońskich wymagań!)

Przede wszystkim jednak: trzeba dobrze współpracować z innymi. Bez tej umiejętności każdy potencjalny astronauta polegnie w przedbiegach. Przede wszystkim, nigdzie nie poleci - ostateczny głos w tej kwestii mają bowiem sami astronauci. Po drugie, nawet jeśli poleci, to bardzo prawdopodobne, że popełni jakiś brzemienny w skutkach błąd. Na przykład - spanikuje i nie zdoła samodzielnie rozwiązać jakiegoś problemu. I ta wspomniana już nieszczęsna śrubka zniweczy całą drobiazgowo zaplanowaną misję. Jak się okazuje, bez pomocy innych w kosmosie daleko nie zajdziemy.

Warto zaznaczyć, że forma autobiografii daje książce Massimina jedną podstawową cechę, której z oczywistych względów nie znajdzie się w typowych pozycjach popularnonaukowych: dramatyzm opowieści. Czyta się to fantastycznie. "Spaceman" jest dobrze skonstruowany, ma myśl przewodnią, za którą konsekwentnie podąża - i nie nudzi.

Książka "Spaceman. Jak zostać astronautą i uratować nasze oko na Wszechświat?" ukazała się nakładem Wydawnictwa Agora w tłumaczeniu Krzysztofa Bednarka.

PAP - Nauka w Polsce, Katarzyna Florencka

kflo/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019