20.08.2019
PL EN
01.07.2013 aktualizacja 01.07.2013

Banyś: we Wrocławiu naruszono zasady i wartości akademickie

We Wrocławiu doszło do złamania zasad i wartości akademickich oraz prawa - powiedział w wywiadzie dla PAP przewodniczący Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich prof. Wiesław Banyś, odnosząc się do zakłócenia przez narodowców wykładu prof. Zygmunta Baumana.

PAP: Mnożą się przypadki zakłócania wykładów osób, które – zdaniem niektórych – przedstawiają mniej lub bardziej kontrowersyjne poglądy. Czy uczelnia jest dobrym miejscem do organizacji takich spotkań?

Prof. Wiesław Banyś: Uniwersytety od zawsze były przestrzenią otwartej i wolnej dyskusji na najbardziej trudne i kontrowersyjne tematy. Musimy chronić uniwersytety, aby takimi instytucjami nadal pozostały, niezależnie od tego, że istnieje ryzyko, iż czasami jakaś grupa będzie chciała zakłócić porządek czy wymusić odwołanie wykładu, ale nie ustępujmy.

W oświadczeniu KRASP z marca tego roku, wydanym w związku z zajściami podczas wykładu prof. Magdaleny Środy oraz innych zdarzeń tego typu, przypominaliśmy, że uniwersytet jest naturalną przestrzenią do dyskusji i ścierania się różnych poglądów. W konsekwencji wszyscy, którzy w uniwersytecie chcą prezentować swoje poglądy, muszą przestrzegać wartości akademickich, zasad i norm dyskursu akademickiego.

Zasady tego dyskursu są klarowne: szacunek i tolerancja dla innej osoby i dla jej poglądów, ale są także granice naszej tolerancji dla zachowań nieakademickich. Na przykład, jeśli ktoś przychodzi na uniwersytet, żeby demonstrować poglądy niezgodne z prawem, ekstremistyczne, fundamentalizm, ksenofobię lub ideologię rasistowską czy faszystowską itp. i zakłóca porządek publiczny, to musi ponieść konsekwencje za swoje zachowanie.

PAP: Gdzie przebiega ta granica akademickiej tolerancji?

W.B.: Przekroczono ją we Wrocławiu podczas wykładu prof. Zygmunta Baumana. Niezależnie od oceny życiorysu profesora, a przecież i o nim można było podyskutować, zachowanie grupy zakłócającej wykład było nie do zaakceptowania. Ta grupa najwyraźniej przyszła w zupełnie innym celu. Ogólne ramy dyskursu akademickiego, czyli m.in. poszanowanie godności człowieka, który wygłasza inne poglądy niż nasze, muszą być zachowane. Inaczej uniwersytety przestałyby być uniwersytetami.

Uniwersytet jest po to, by w nim dyskutowano na każdy temat, ale jeśli narusza się wartości akademickie, to podobnie jak w przypadku łamania prawa, musi być odpowiednia sankcja.

PAP: Jak w ocenie pana profesora zachowały się władze Uniwersytetu Wrocławskiego?

W.B.: Władze uniwersytetu zareagowały odpowiednio do sytuacji, w porozumieniu z panem prezydentem Wrocławia i służbami odpowiedzialnymi za utrzymanie porządku publicznego.

Musimy chronić wartości uniwersyteckie, a takie grupy jak ta we Wrocławiu, które zachowują się w taki sposób, trzeba po prostu wypraszać z uniwersytetu, także w porozumieniu z policją, jeśli będzie taka potrzeba. Tego typu interwencje są zwykle poprzedzane rozmowami, a służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego nie wkraczają od razu.

PAP: Słyszy się od pewnego czasu, że uczelnie przechodzą kryzys, a te incydenty – zdaniem niektórych – miałyby to potwierdzać.

W.B.: Nie jest to wcale objaw kryzysu uniwersytetu. Przeciwnie. To, że różne osoby przychodzą na uniwersytet, prezentować swoje różnorodne poglądy, dyskutować, jest realizacją misji uniwersytetu.

Spotkanie z prof. Baumanem stanowiło dobrą okazję, by zadać mu każde możliwe pytanie, zamiast paraliżować wykład i działalność uniwersytetu.

Nie widzę tu żadnego kryzysu uniwersytetu, jeśli mamy jakiś kryzys, to nie w uniwersytetach, tylko na zewnątrz uniwersytetów. Nasze wartości i zasady dyskursu akademickiego są jasne, a to, że czasami są łamane, to przecież nie jest wina samych wartości i zasad tylko tych, którzy je łamią. W odniesieniu do takich osób, podobnie jak wtedy, kiedy łamią prawo, należy wyciągać stosowne konsekwencje.

PAP: Czy uczelnie powinny wypracować jakąś procedurę postępowania dla takich zdarzeń?

W.B.: Każda uczelnia ma taką procedurę. Dysponuje ochroną lub strażą akademicką, która ma panować nad porządkiem. Może się jednak zdarzyć, że służby akademickie nie są w stanie podołać takim sytuacjom, jak np. we Wrocławiu. Ochrona jest odpowiedzialna za zachowanie porządku w normalnej, standardowej sytuacji.

PAP: Zdarzenia we Wrocławiu odbiegały od normalnej sytuacji.

W.B.: Tak. W takiej sytuacji trzeba wezwać służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego. Musimy też pamiętać, że naszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim, którzy uczestniczą w spotkaniu czy wykładzie akademickim.

PAP: Przy takich okazjach pojawiają się opinie, że takie interwencje mogą stanowić naruszenie autonomii uczelni.

W.B.: To właśnie autonomia uczelni powoduje, że rektor może wezwać służby odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego, jeśli jest taka konieczność. Rektor przecież nie może tolerować tego typu zachowań i musi zapewnić bezpieczeństwo wszystkim na terenie uczelni.

PAP: Te incydenty się nasilają w ostatnim czasie.

W.B.: Mam również takie wrażenie, ale to, co się zdarzyło we Wrocławiu, jest tylko powierzchnią rzeczy, musimy sięgnąć do przyczyn. Zapewne jest ich wiele. Bez wątpienia powinniśmy spróbować zdiagnozować mechanizmy powodujące nasilanie się tego typu trendów, w wyniku których mamy do czynienia z takimi zachowaniami.

Powinniśmy również lepiej edukować już od najmłodszych lat na temat wielokulturowości, tolerancji, poszanowania i akceptacji inności. Równocześnie musimy dbać o kształtowanie postawy otwartości dla różnic, istniejących we współczesnej złożonej rzeczywistości. Powinniśmy leczyć przyczyny choroby, a nie tylko jej objawy. Niezależnie jednak od przyczyn, nie może być przyzwolenia nikogo na takie zachowania. Powinny one być stanowczo potępiane przez wszystkich, a zwłaszcza elity polityczne.

We Wrocławiu doszło do złamania zasad i wartości akademickich oraz prawa. Dlatego apeluję do elit politycznych ze wszystkich opcji, by mówiły stanowczo jednym głosem "stop" takim zachowaniom. I nie chodzi o to, czy ma to związek z lewą, czy prawą stroną sceny politycznej. Każdy ekstremizm powinien być przez nas wszystkich potępiany - przez elity polityczne, elity intelektualne, autorytety, media, etc.

PAP: Czy wcześniej też dochodziło do takich incydentów na polskich uczelniach, czy też obecnie stały się bardziej otwarte na rozmaite poglądy?

W.B.: Chyba jedno i drugie. Uniwersytety to już nie przysłowiowe wieże z kości słoniowej, są otwarte na szeroko rozumiane otoczenie uniwersytetu. Byłoby bardzo źle, gdyby chciano w uniwersytecie ograniczać różnorodność, pluralizm poglądów, wtedy można byłoby mówić o kryzysie uniwersytetów. Stąd mój gorący apel do nas wszystkich, a zwłaszcza polityków: chrońmy uniwersytety, niech pozostaną miejscem otwartej dyskusji.

Prof. Wiesław Banyś jest rektorem Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach od 2008 roku, przewodniczącym Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich od 2012 roku. Romanista, językoznawca, specjalizacja badawcza: językoznawstwo komputerowe i kognitywne.

Rozmawiała Katarzyna Piotrowiak (PAP)

ktp/ mrt/ jra/

Copyright © Fundacja PAP 2019