14.11.2019
PL EN
16.05.2019 aktualizacja 20.05.2019
Ludwika Tomala
Ludwika Tomala

Twórca 50 patentów: z moich rozwiązań do dziś korzystają duże elektrownie

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

Wynalazca inż. Ginter Grucza ma na koncie ponad 50 patentów. Jego rozwiązania - dotyczące rozwiązań m.in. z zakresu kotłów parowych - do dziś stosowane są w dużych polskich elektrowniach. Dzięki jego innowacjom m.in. udało się zmniejszyć emisję szkodliwych tlenków azotu.

Inż. Ginter Grucza pod koniec kwietnia br. otrzymał odznakę honorową Prezesa Rady Ministrów "Za Zasługi dla Wynalazczości". Za swoje wynalazki otrzymał także dwa złote medale na targach wynalazków w Brukseli oraz godło promocyjne "Teraz Polska". Ginter Grucza jest dyrektorem ds. Rozwoju Wdrożeń Innowacyjnego Przedsiębiorstwa Wielobranżowego Polin.

Innowator jest twórcą lub współtwórcą ponad 50 polskich patentów. "Tych moich patentów to trochę jest. Ale cały czas są to rozwiązania z zakresu kotłowni dużych elektrowni" - mówi w rozmowie z PAP. Wymienia, że z jego rozwiązań korzystały elektrownie o mocy przynajmniej 200 MW takie jak: Turów, Dolna Odra, Kozienice, Ostrołęka, Rybnik, Łaziska. Inż. Grucza dodaje, że niektóre z jego rozwiązań stosowane są w tamtejszych instalacjach do dziś.

"Moje patenty dotyczyły m.in. metod obniżania emisji tlenków azotu przez elektrownię" - opowiada inżynier. Wyjaśnia, że powstawanie tlenków azotu w procesie spalania węgla nie jest procesem pożądanym.

Tlenki azotu (NOx) to substancje, które powstawać mogą m.in. przy okazji spalania paliw kopalnych. Substancje te przyczyniać się mogą do rozwoju chorób układu oddechowego czy krążenia. Za ich sprawą niszczona jest też warstwa ozonowa, przyczyniają się do efektu cieplarnianego i są jedną z przyczyn kwaśnych deszczów.

Elektrownie w którymś momencie musiały dostosować swoje istniejące instalacje do zmieniających się wymogów i ograniczyć emisję tlenków azotu. I tu właśnie przydały się pomysły Gintera Gruczy. Dzięki jego wynalazkom w wybranych polskich elektrowniach udało się w pewnym stopniu ograniczyć produkcję tych szkodliwych związków.

Wynalazca tłumaczy, że dało się to osiągnąć modyfikując odpowiednio proces spalania węgla. Dzięki rozwiązaniom można było spalać węgiel przy zmniejszonej ilości tlenu. "W takich warunkach powstaje mniej szkodliwych tlenków azotu niż przy zwykłym spalaniu" - wyjaśnia wynalazca.

Inż. Grucza w rozmowie z PAP opowiada o swoim pierwszym patencie z 1967 r. wspomina, że w tamtych czasach było dopiero młodym inżynierem. Zaprosił jednak do pracy nad rozwiązaniem swojego zwierzchnika i dzięki temu łatwiej było przekonać elektrownię do wdrożenia tej innowacji.

"Pamiętam, że dostałem wtedy wynagrodzenie - 500 tys. zł - za które można było wtedy kupić dwa samochody. Wtedy modne były fiaty" - wspomina z uśmiechem Ginter Grucza.

Rozwiązanie, które wtedy zaproponował, zapobiegało wybuchom w procesie pozbywania się żużlu. Kiedy w kotle spalany jest węglowy pył, część popiołu, który w tym procesie powstaje, osadza się na ekranach kotła i zbryla się tworząc żużel. Co jakiś taki rozgrzany do czerwoności żużel odrywa się i spada do odżużlacza. Jak opowiada inżynier, w tamtych czasach rozżarzony żużel wpadał prosto do wody, która miała go ochłodzić. A wtedy wydzielał się wodór, który wybuchał. Takie wybuchy zdarzały się w elektrowni średnio raz na miesiąc. Było to nie tylko niebezpieczne dla załogi elektrowni, ale i niszczyło instalacje - woda zaczynała wyciekać z odżużlacza. "Dzięki mojemu pomysłowi udało się wtedy całkowicie wyeliminować wybuchy" - podkreśla Ginter Grucza.

Wynalazca zaproponował w swoim pierwszym patencie, by żużel spadał na suchy podest. Dopiero stamtąd łańcuch zgrzebłowy powoli ściągał żużel do wody. "A wtedy nie powstawał już wodór. I całkowicie udało nam się wyeliminować wybuchy" - opowiada.

Wynalazca - zatrudniony w firmie, która robiła rozruchy nowych elektrowni w Polsce - uczestniczył w rozruchach takich dużych elektrowni jak Turów, Kozienice, Rybnik i Dolna Odra. "Kiedy skończył się boom na budowę nowych elektrowni, zacząłem modernizować instalacje w elektrowniach już istniejących. I robię to do dziś" - podsumowuje inżynier.

"Jeśli w elektrowni pojawia się zapotrzebowanie na jakieś rozwiązanie, ja siadam i to wymyślam. Trudno by mi było patrzeć w sufit i wymyślać coś, nie wiedząc, czego firmom potrzeba. Na podstawie mojego pomysłu trzeba przygotować dokumentację, zbudować urządzenie i przygotować instalacje. Ale to już nie jest moje zadanie. To już realizują inni" - kończy Ginter Grucza.

PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

lt/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019