24.05.2019
PL EN
14.05.2019 aktualizacja 14.05.2019
Ludwika Tomala
Ludwika Tomala

Tratwa miłości, czyli jak badać konflikty, kiedy konfliktów nie widać

Plakat filmu „Eksperyment na tratwie” Marcusa Lindeena. Fot: materiały prasowe Plakat filmu „Eksperyment na tratwie” Marcusa Lindeena. Fot: materiały prasowe

W filmie "Eksperyment na tratwie" dokumentalista Marcus Lindeen przypomina historię jednego z ciekawszych eksperymentów badawczych. W 1973 r. meksykański antropolog Santiago Genovés zabrał w ponad 100-dniową przeprawę przez Atlantyk grupę atrakcyjnych osób, aby badać mechanizmy powstawania konfliktów.

W 1973 r. miał miejsce dziwny eksperyment badawczy. Kierownik eksperymentu, meksykański antropolog Santiago Genovés chciał badać konflikty, które pojawią się w kryzysowych momentach w niewielkiej, zdanej tylko na siebie grupie osób. Dlatego zabrał ze sobą 4 mężczyzn i 6 kobiet na przeprawę przez Atlantyk niewielką tratwą. Powierzchnia tratwy - Acali wynosiła jedynie 12m x 7m, a łódź nie miała silnika - wyposażona była jedynie w żagiel.

Przez ponad 100 dni uczestnicy eksperymentu mieli spędzać ze sobą każdą chwilę (nie mieli kontaktu z nikim spoza łodzi i mieli zakaz czytania książek).

Już na etapie przygotowywania eksperymentu antropolog chciał, by konflikty się rzeczywiście podczas wyprawy się pojawiły. Miało się do tego przyczynić nie tylko odosobnienie, trudne warunki podróży, niewielkie rozmiary tratwy, ale także brak miejsc na tratwie, gdzie można było pozostać samemu. Nawet ubikację zorganizowano tak, że wszyscy widzieli, co się w niej robi.

Poza tym antropolog dobrał osoby pod względem atrakcyjności fizycznej - miał nadzieję, że pociąg seksualny stanie się jednym z czynników wyzwalających agresję. Dodatkowe napięcie miało w uczestnikach wywoływać to, że były to w większości osoby w związkach, które na lądzie zostawiły małżonków, narzeczone czy dzieci. Poza tym uczestnicy wyprawy pochodzili z różnych krajów, kultur czy grup społecznych. Dodatkowym czynnikiem, który miał sprawić, że pojawią się konflikty, miał być matriarchat: najważniejsze zadania na tratwie przypadły kobietom. To one pełniły funkcje kapitana, lekarza i płetwonurka.

Podczas podróży pojawił się jednak co najmniej jeden duży problem badawczy: jak badać konflikty, jeśli grupa jest bardzo zgrana i zgodna?

W swoim dokumencie "Eksperyment na tratwie" Marcus Lindeen po ponad 40 latach zbiera żyjących jeszcze uczestników tej wyprawy i słucha ich opowieści o przebiegu tego - nie do końca etycznego jak na dzisiejsze standardy - eksperymentu. Filmowcowi udaje się dotrzeć do notatek zmarłego w 2013 r. Genovésa oraz do materiałów filmowych z tej wyprawy. Dzięki temu uzyskujemy unikalny wgląd w przebieg eksperymentu. I docieramy do wniosków badawczych, do których sam autor badania dotrzeć nie zdołał, chociaż były na wyciągnięcie ręki.

Film zaczyna się wzorcowo - od trzęsienia ziemi. Santiago Genovés opowiada o dramatycznym wydarzeniu ze swojego życia - był zakładnikiem podczas porwania samolotu. Dzięki temu zyskał nietypową okazję, żeby przekonać się na własne oczy, jak reagują ludzie na sytuacje, w których zagrożone jest ich życie. To wydarzenie tak mocno badacza zainspirowało, że postanowił eksperymentalnie sprawdzić, jak rozwijać się będą konflikty w zamkniętej na małej przestrzeni grupie, która musi walczyć o przetrwanie.

Uwaga, spoilery. Eksperyment Genovésa był tak źle zaprojektowany i nieprzemyślany, że raczej nie mógł skończyć się sukcesem. Szybko okazało się, że konflikty na tratwie wcale się nie pojawiały - a na pewno nie na tle seksualnym - na co najbardziej liczył naukowiec. Jedyny ciekawszy moment związany z agresją, jaki badacz zauważył, związany był... z upolowaniem rekina.

Antropolog postanowił więc prowokować konflikty - w sposób bardzo daleki od standardów etycznych. Zdradzał uczestnikom największe powierzone mu sekrety zbierane podczas cotygodniowych ankiet i zachęcał ich, by współżyli z innymi członkami eksperymentu. Ale i to niewiele pomogło. Załoga wcale nie zaczęła się ze sobą kłócić, a jedynie straciła zaufanie do naukowca.

Swoją estymę badacz stracił doszczętnie, kiedy wywołał bunt na pokładzie i przejął dowodzenie statkiem. A zrobił to po to, by coś się działo - chciał koniecznie płynąć w stronę huraganu. Kapitan, dla której priorytetem było bezpieczeństwo załogi, nie mogła się na to zgodzić. Genovés nie poradził sobie też z odpowiedzialnością za swoją załogę w kolejnej sytuacji kryzysowej, kiedy tratwa znalazła się w niebezpieczeństwie.

Jego zapał do badań stopniowo malał. Przyczynił się do tego też rozgłos w mediach wokół jego eksperymentu. O wyprawie pisano, że to "tratwa seksu", a w prasie zaczęły krążyć domysły o tym, czy na tratwie nie dochodzi do orgii. Z związku z tym zamieszaniem uczelnia Genovésa odwróciła się od niego i nie chciała firmować jego badań.

To wszystko sprawiło, że naukowiec jeszcze w trakcie wyprawy popadł w depresję, przestał zbierać dane i rozmawiać z badanymi. A szkoda, bo to właśnie momenty, w których pojawiło się jego zwątpienie, były właśnie najbardziej ciekawe dla osób interesujących się konfliktami.

Antropolog pod koniec podróży nie był już w stanie szczerze i otwarcie rozmawiać z uczestnikami. A szkoda, bo - jak się dzięki dokumentowi okazuje - mieli oni wiele ciekawych spostrzeżeń dotyczących konfliktów, napięć. I dopiero w filmie - ponad 40 lat później - mają okazję przekazać swoje cenne uwagi o tym, co sprawia, że gwałtowne emocje w niektórych warunkach w ogóle nie dochodzą do głosu, ale znajdują bezpieczne ujście.

Wnioski, które przedstawiali w filmie uczestnicy eksperymentu - dojrzalsi o 40 lat - były o wiele ciekawsze i dające do myślenia niż wnioski, które dostrzegał w swoich badaniach antropolog. Nawet więc ze źle zrealizowanego eksperymentu można wyciągnąć ciekawe wnioski, tylko trzeba schować swoją dumę do kieszeni i trochę pogrzebać, żeby je znaleźć.

Film "Eksperyment na tratwie" prezentowany był w ramach festiwalu Millenium Docs Against Gravity.

Ludwika Tomala

Copyright © Fundacja PAP 2019