10.12.2019
PL EN
07.08.2019 aktualizacja 07.08.2019

Czy dzięki miliarderom powracamy do eksploracji kosmosu?

Wspólny cel, współzawodnictwo i duże zaplecze finansowe - to kluczowe elementy sukcesu w eksploracji kosmosu. Po lądowaniu na Księżycu na wiele lat zabrakło w zasadzie wszystkich z nich. Czy coś się właśnie zmieniło? Przeczytamy o tym w książce "Rakietowi miliarderzy".

Loty w kosmos są nadal potwornie kosztowne. To główny problem dla dalszego poznawania kosmosu. W konsekwencji od kilkudziesięciu lat ludzie nie opuścili orbity ziemskiej. Blisko pół wieku temu zaledwie kilka razy wylądowali na Księżycu. Po fali entuzjazmu związanej z amerykańską misją Apollo, bogate źródło finansowania NASA znacząco się zmniejszyło. Entuzjaści wierzyli jednak, że w ciągu kilkudziesięciu lat człowiek postawi stopę na Marsie. Kolonizacja Układu Słonecznego zdawała się być w zasięgu ręki. Jaka jest obecna sytuacja?

NASA co prawda snuje plany związane z powrotem na Księżyc - ma się to wydarzyć już w 2024 r.! Trudno w to uwierzyć, ale przygotowania ruszyły pełną parą, chociaż wielu ekspertów zwraca uwagę na niedostateczne fundusze przeznaczone na ten cel. Tymczasem amerykańska agencja do dziś, od zakończenia programu wahadłowców w 2011 r., nie potrafi sama wysłać człowieka na orbitę - do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Robi to z pomocą Rosjan, których wiekowe pojazdy kosmiczne Sojuz nadal dobrze spełniają swoje zadanie. Wkrótce sytuacja ma się zmienić. Dzięki rakietowym miliarderom, o których przeczytamy w najnowszej książce Tima Fernholza, opublikowanej nakładem wydawnictwa Znak Horyzont.

Gdyby wszystko poszło zgodnie z planem to w lipcu tego roku pierwszy prywatny, załogowy statek dobiłby do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Mowa o Dragonie - statku opracowanym przez firmę SpaceX należącą do miliardera, Elona Muska. Tak się niestety nie stało. Kolejny możliwy termin to listopad br. Eksploracja kosmosu to ciąg opóźnień i przekładanych lub nieudanych lotów...

Wkład finansowy państw - USA czy Rosji jeśli chodzi o loty kosmiczne znacząco zmniejszył się od zakończenia rywalizacji związanej z tym, czyj astronauta pierwszy postawi stopę na Księżycu. Tą walkę wygrały USA. Dalsze działania w kosmosie należało uzasadnić przed opinią publiczną. Nie było to łatwe. W konsekwencji zapanował w tej kwestii marazm i brak wizji - szeroko pisze na ten temat w swojej książce Fernholz. Spektakularnie wyglądające amerykańskie wahadłowce były koszmarnie drogie, okazało się, że były też dość niebezpieczne (dwa z nich wraz z załogą eksplodowały). Mimo futurystycznego kształtu nie poleciały dalej niż na ziemską orbitę. Regres nastąpił też w kwestii projektowania rakiet. Pod koniec lat 90. w USA eksplodowało aż 6 rakiet z cennym ładunkiem. Koszt tych nieudanych lotów wyniósł podatników ponad 3,5 mld dolarów!

W tym dość tragicznym momencie do gry przystąpili właśnie tytułowi "rakietowi miliarderzy". To pasjonaci kosmosu, którzy dorobili się na dynamicznie rozwijających się internetowych biznesach. Wielu z nich zainwestowało, ale przeceniło swoje zasoby finansowe - kosmos to studnia bez dna. Inaczej było w przypadku Elona Muska (współzałożyciel PayPala) i Jeffa Bezosa (szefa Amazona). Ich wizje dotyczące kolonizacji kosmosu, brzmią dziś nadal dość absurdalnie. Inaczej jednak jest z ich dokonaniami w dziedzinie technologii kosmicznych. Ich firmy stają się partnerami NASA. Tak jest zwłaszcza w przypadku SpaceX. Bezos idzie nieco bardziej swoją, niezależną ścieżką, snując własne wizje i realizując swoje projekty kosmiczne. O tym, jak firmy kosmiczne tych dwóch wizjonerów rozwijały się w ostatnich dwóch dekadach przeczytamy w książce Fernholza. To opowieść o mocnych osobowościach, pasji i wielu eksplodujących rakietach.

"Rakietowi miliarderzy" to książka pełna faktów i technicznych informacji. Mimo to napisana jest przystępnym językiem i nawet laik w większej części nie powinien poczuć się zagubiony przy opisach rodzajów stosowanych paliw rakietowych. W polskim wydaniu zabrakło jednak, w mojej ocenie, przypisów tłumacza lub redaktora. Branża kosmiczna zmienia się teraz z miesiąca na miesiąc. Część z podanych w książce informacji już się zdezaktualizowała, mimo że w oryginale publikacja ukazała się w 2018 r. Fernholz sugeruje na przykład, że w momencie, gdy czytamy książkę prywatna firma zapewne wysłała już w kosmos człowieka. Nadal jednak nie jest to prawdą. Można było to w krótkim przypisie odnotować. Nie od rzeczy byłby krótki komentarz tłumacza lub osoby związanej z branżą kosmiczną, jaki jest aktualny stan rozwoju technologii rozwijanych przez "rakietowych miliarderów".

Szymon Zdziebłowski

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019