07.04.2020
PL EN
21.02.2020 aktualizacja 21.02.2020

21 lutego - Miedzynarodowy Dzień Języka Ojczystego

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

W piątek obchodzony jest ustanowiony przez UNESCO Miedzynarodowy Dzień Jęyka Ojczystego. "Żyjemy w epoce wielkiego wymierania języków" - uważa dr Stanisław Kordasiewicz z Wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego.

Dr Kordasiewicz przypomniał, że na datę obchodów Dnia Języka Ojczystego wybrany został 21 lutego, aby upamiętnić wydarzenia 1952 r., kiedy to w Dhace doszło do demonstracji, a następnie zamordowania pięciu studentów, domagających się uznania ich języka ojczystego – bengalskiego – za jeden z dwóch urzędowych języków ówczesnego państwa Pakistan. Święto ustanowiono w 1999 roku, a rozpoczęto jego obchodzenie rok później.

"Dzień Języka Ojczystego ma zwracać uwagę na wagę zachowania różnorodności językowej świata, ponieważ wymieranie języków przybrało niepokojące tempo. Co dwa, trzy tygodnie znika bezpowrotnie jeden język, a razem z nim związane z nim bogactwo kulturowe. Można powiedzieć, że żyjemy w epoce wielkiego wymierania języków - spośród 7 tys. języków będących obecnie w użyciu, 2680, czyli ponad połowa, jest zagrożonych obumarciem. Skala zanikania języków jest bardzo niepokojąca, a proces ten ostatni bardzo przyspieszył" - mówił Kordasiewicz. UNICEF szacuje, że procesy wymierania języków mają bezpośredni wpływ na życie 370 milionów ludzi tworzących społeczności rdzenne, które istnieją w 90 krajach i reprezentują 5 tysięcy odrębnych lokalnych kultur.

Do najbardziej zagrożonych należą języki Aborygenów oraz języki afrykańskie, a także języki Indian obu Ameryk oraz niektóre języki plemion z Indii, m.in. z Andamanów. 80 proc. mieszkańców Ziemi posługuje się 83 językami. Przetrwanie 3,5 tys. najrzadszych zależy zaledwie od 0,2 procent ludzkości. Najbardziej wrażliwe na zagrożenia są te używane wyłącznie w mowie, bo umierają wraz z ostatnimi ludźmi, którzy nimi władają.

"Prognozy nie pozostawiają złudzeń co do tego, że negatywne tendencje będą się nasilać. Obecnie 97 procent mieszkańców naszej planety komunikuje się za pośrednictwem tylko 4 procent dostępnych na świecie języków, podczas gdy zaledwie 3 procent ludzi używa pozostałych 96 procent istniejących języków" - podaje UNESCO. Zdecydowana większość ludzkości posługuje się zaledwie kilkoma językami. Najpopularniejsze języki ojczyste to - wg publikacji "Języki świata" UNESCO z 2008 r. - mandaryński (1170 mln użytkowników), angielski (1135 mln), hiszpański (450 mln), hindi (400 mln) i arabski (350 mln).

Dlaczego języki zanikają? "Na pewno języki dominujące wypierają te bardziej lokalne. Bardzo dużą rolę w tym procesie odgrywają migracje - ze wsi do miast, z obszarów biedniejszych do bogatszych, bardzo często jest tak, że członkowie społeczności, po opuszczeniu swojej miejscowości porzucają także swój język. Do procesu zanikania języków przyczyniają się także - paradoksalnie - systemy edukacji, które prowadzone są zazwyczaj w językach dominujących" - uważa dr Kordasiewicz.

Dlaczego języki rdzenne są tak cenne? "Każdy język ma w sobie zakodowaną określoną wiedzę, kulturę. Tracąc język, tracimy unikalne dziedzictwo budowane przez wiele pokoleń. Dla społeczności lokalnych język jest wyrazem ich tożsamości i odmienności kulturowej, zapisem własnego unikalnego sposobu myślenia i postrzegania świata, a także narzędziem, nie tylko komunikacji, integracji społecznej i edukacji, lecz również przekazu wiedzy, tradycji, historii danej społeczności. Szczególnie języki społeczności rdzennych ściśle związanych z przyrodą, mogą kryć w sobie wiedzę bardzo dla nas cenną w dobie nadciągającej katastrofy klimatycznej i zaniku bioróżnorodności. W języku mogą być zapisane konkretne informacje, jak nazwy roślin, zwierząt czy zjawisk przyrodniczych, ale też pewien sposób patrzenia na świat, porządkowania go. Ważne, żeby widzieć język w kontekście wartości, które dla danej społeczności są kluczowe i sprawiają, że czuje się ona związana z określonym miejscem, kulturą, światopoglądem. Zanikanie różnorodności językowej niesie też ryzyko zmniejszenia potencjalnej zdolności do wyszukiwania innowacyjnych rozwiązań, jaką ma ludzkość. Im więcej mamy punktów widzenia, im więcej mamy doświadczeń, tym większa szansa na odkrycie czegoś innowacyjnego, nowe pomysły, rozwiązania. Zanik różnorodności językowej jest ważny nie tylko ze względu na istotny sam w sobie problem utraty dziedzictwa kulturowego, ale też utraty szansy na nowe odpowiedzi, które mogłyby się pojawić" - mówił Kordasiewicz.

To, że dany język jest zagrożony, nie oznacza jeszcze wyroku, znane są przypadki, gdy dało się odwrócić los ginącego języka. "Sztandarowym przykładem jest język z wyspy Man, który został już uznany za wymarły, ale dzięki staraniom rewitalizacyjnym udało się go przywrócić. Na wyspie są szkoły, w których funkcjonuje edukacja w tym języku. Ale te procesy rewitalizacyjne wymagają czasu, są zakrojone na pokolenia i nie można się spodziewać szybkich rezultatów. Trudno przesądzić, kiedy język umiera. Czasem impuls do jego ratowania, który wychodzi od bardzo wąskiej grupy osób, po dłuższym czasie sprawa, że liczba użytkowników języka zaczyna się zwiększać. Dlatego stworzono kategorię języków uśpionych, która wprawdzie być może nie są używane, ale jest szansa na to że ten proces da się odwrócić" - mówił dr Kordasiewicz.

Najbardziej udaną próbą przywrócenia życia językowi jest przypadek hebrajszczyzny. Oryginalny język Starego Testamentu nie był używany na co dzień od setek lat poza liturgią żydowską. Poczynając od XIX w., hebrajski zaczął być używany w Palestynie wśród członków ruchu kierowanego przez Eliezera Ben-Jehudę (1858-1922), którego syn był pierwszym rodzimym użytkownikiem języka nowohebrajskiego. Po założeniu państwa Izrael w 1948 r. hebrajskiego uczono w izraelskich szkołach, a imigranci przechodzili na hebrajski, co niestety odbyło się kosztem innych języków tradycyjnie związanych z kulturą żydowską, jak jidysz lub ladino.

UNESCO opracowało "Atlas języków zagrożonych", gdzie można znaleźć dane na temat 3 tys. języków. Z obszarem Polski związanych jest osiem z nich: kaszubski, białoruski, jidysz, rusiński, romski, poleski, wilamowski (język germański, którym mówi obecnie około 60 mieszkańców miasteczka Wilamowice koło Bielska-Białej), a także słowiński, który od lat 60. XX wieku uważany jest za wymarły. Polszczyzna jest jednym z 25 najpopularniejszych języków na świecie, posługuje się nią ponad 40 mln ludzi w Polsce i poza jej granicami.

"Właśnie w Wilamowicach mamy przypadek takiej skutecznej rewitalizacji języka, rozłożonej na wiele pokoleń. Może jeszcze nie czas ogłaszać sukces, ale mamy już grupę młodzieży, która tego języka się uczy, która w języku wilamowskim wystawia przedstawienia. W Wilamowicach 29 lutego zostanie wystawiony spektakl "Mały książę" w języku wilamowskim, na który niedawno została przetłumaczona ta słynna powiastka filozoficzna Saint-Exupéry’ego. Wiele języków małych, zagrożonych, ma wspólne problemy. Często wyzwaniem jest dostęp do materiałów edukacyjnych, podręczników, brakuje także nauczycieli. W Polsce niedawno nowego podręcznika do nauki doczekał się język łemkowski (czyli rusiński - PAP)" - mówił dr Kordasiewicz. Jego zdaniem bardzo sensowna jest edukacja dwujęzyczna, dająca w szkołach możliwość uczenia się także w języku lokalnym. Korzyści płynące z edukacji dwujęzycznej potwierdziły liczne badania naukowe.

Zdaniem badaczy języki rdzenne to fundament różnorodności kulturowej, dlatego ich zanikanie ma destrukcyjny wpływ nie tylko na kultury lokalne, ale także na bogactwo kulturowe całego świata, a więc na życie każdego z nas. Dlatego tak ważna jest ochrona prawna języków lokalnych, która w Polsce, zdaniem Kordasiewicza, nie jest prowadzona w pełni właściwie. W roku 2003 nasz kraj podpisał, a w 2009 – ratyfikował Europejską Kartę Języków Regionalnych lub Mniejszościowych. Polska jednak nie wykonuje właściwie założeń tego dokumentu w odniesieniu do wszystkich mniejszości obecnych na jego terytorium – jak na przykład mniejszości wilamowskiej i śląskiej.

"Stale zmniejszane jest także finansowanie dla mniejszości narodowych i etnicznych: w 2020 roku wynosi ono jedynie 16 mln złotych. Pozytywny przykład przychodzi tu z zewnątrz: w styczniu tego roku złożono w Komisji Europejskiej ponad milion podpisów dotyczących poparcia dla Europejskiej Inicjatywy Obywatelskiej Minority SafePack, której celem jest wprowadzenie wspólnych dla wszystkich krajów członkowskich Unii Europejskiej standardów ochrony praw mniejszości narodowych, etnicznych i językowych. Do tego czasu jednak sytuacja prawna nieuznawanych mniejszości w Polsce jest trudna: język wilamowski w Polsce nie jest chroniony, ustawa o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym nie zauważa ani języka wilamowskiego, ani śląskiego. Mam nadzieję, że to się zmieni" - dodał Stanisław Kordasiewicz. (PAP)

autor: Agata Szwedowicz

aszw/ wj/

Copyright © Fundacja PAP 2020