Uczelnie i instytucje

Naukowiec: skutki wpływu COVID-19 na nauki ścisłe poznamy najwcześniej za rok

Fot. Fotolia
Fot. Fotolia

Efekty wpływu pandemii COVID-19 na wyniki badań naukowych, zwłaszcza nauk ścisłych, niewymagających pracy w laboratorium, poznamy najwcześniej w przyszłym rok, kiedy okaże się, ile, a przede wszystkim, jakie opublikowano artykuły – powiedział PAP matematyk prof. Paweł Strzelecki z UW.

Szkoły wyższe w Polsce przeszły na zdalny tryb nauczania w marcu ubiegłego roku, co wiązało się z rozprzestrzeniającym się koronawirusem. Jednak zatrudnieni na nich naukowcy w dużej części oprócz prowadzenia dydaktyki zajmują się również badaniami i analizami, a później publikowaniem na ten temat artykułów w specjalistycznych periodykach.

Dziekan Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki Uniwersytetu Warszawskiego prof. Paweł Strzelecki ocenił w rozmowie z PAP, że w przypadku badań naukowców z jego wydziału pandemia nie spowodowała krytycznych problemów.

"Skupiamy się na informatyce i matematyce, nie mamy typowych dla wydziałów biologii czy fizyki laboratoriów, więc nasi naukowcy mogli pracować naukowo w swoich domach" – powiedział prof. Strzelecki. Dodał żartobliwie, że matematyk do pracy potrzebuje kartki papieru, ołówka i kosza, by wyrzucać notatki z chybionymi pomysłami.

Przyznał, że pandemia miała wpływ na komfort pracy prowadzenia teoretycznych rozważań, jednak trudno ocenić jak wielki.

"Nasze publikacje ukazują się z większym opóźnieniem w porównaniu z innymi dziedzinami nauki – bardziej praktycznymi. Od pomysłu przez recenzję i wreszcie publikację mija zwykle rok-dwa, a czasem więcej. Dlatego efekt pandemii będzie można dojrzeć dopiero za jakiś czas. Nie uważam jednak, że będzie on w przypadku naszych dyscyplin naukowych wielki" – podkreślił dziekan.

Poinformował, że z jego sprawozdania dla Rady Wydziału wynika, że naukowcy z Wydziału Matematyki, Informatyki i Mechaniki UW opublikowali w minionym roku więcej prac niż w 2019 r.

Prof. Strzelecki wskazał, że zajmowanie się matematyką teoretyczną dostarcza przyjemności, ale wymaga komfortu psychicznego i nie jest możliwe w stanie zbyt dużego stresu.

"Nawet jeśli stale przebywamy w domu i mamy na to kilka godzin, to jeśli ten czas będzie pofragmentowany przez kilka telefonów i krótkich spotkań online, to skupienie i prowadzenie głębszych rozważań naukowych po prostu nie jest możliwe. A tak mogło być w niektórych przypadkach w czasie pandemii" – zauważa.

Z rozmów naukowca z koleżankami i kolegami z wydziału wynika, że wiele osób boleśnie doświadczyło tego, że w czasie pandemii wiele prostych spraw, też związanych z pracą badawczą, nie dało się załatwić tak jak zwykle w prostej rozmowie czy mimochodem przy luźnej okazji.

"Pandemia zmusza do wykonywania telefonów lub organizowania telekonferencji o określonej godzinie. To może nieco dezorganizować plany związane z prowadzeniem pracy naukowej" – powiedział.

Dodał, że zorganizowana osoba mogła wygospodarować sobie więcej czasu, gdy sytuacja się ustabilizowała i weszła w pewną rutynę – takie sygnały również docierają do dziekana. Można było na przykład uniknąć rozlicznych posiedzeń uczelnianych komisji, które też pochłaniają sporo uniwersyteckiego życia.

Pozytywem było też – jak mówi – upowszechnienie się seminariów czy konferencji organizowanych przez różne ośrodki na całym świecie. Bez problemu można było wziąć udział w spotkaniu na przykład w USA. "Jednocześnie bardziej międzynarodowe zrobiły się niektóre seminaria w Warszawie" – podkreśla.

Oczywiście – jak wspomina – można było posłuchać wystąpienia i zadać pytanie online, ale zaletą spotkań w czasie konferencji odbywających się w określonym miejscu jest możliwość podejścia do prelegenta po kilku godzinach od jego wystąpienia i "przetrawieniu" jakiegoś zagadnienia. Jak przyznaje prof. Strzelecki, to prawda, że akademikom brakuje życia konferencyjnego, które również przekłada się na możliwość prowadzenia badań i głębszą naukową refleksję.

"Jestem absolutnie pewien, że spora grupa koleżanek i kolegów, z tej nietypowej sytuacji częściowo skorzystała. Te zalety nie są jednak przeważające. Środowisko naukowe jest już zdecydowanie zmęczone pandemią, jak wszyscy" – zauważa.

Sporą część pracy naukowca na uczelni zajmuje również dydaktyka, a ona w czasach pandemii była prowadzona w sposób zdalny. Zdaniem dziekana zwłaszcza w pierwszych miesiącach po przejściu na taki tryb, przygotowanie zajęć zajmowało więcej czasu niż stacjonarnych ćwiczeń czy wykładów. "A to odbywało się oczywiście kosztem czasu, który mógł być przeznaczony na przykład na badania" – mówi.

Autor: Szymon Zdziebłowski

szz/ joz/

Fundacja PAP zezwala na bezpłatny przedruk artykułów z Serwisu Nauka w Polsce pod warunkiem mailowego poinformowania nas raz w miesiącu o fakcie korzystania z serwisu oraz podania źródła artykułu. W portalach i serwisach internetowych prosimy o zamieszczenie podlinkowanego adresu: Źródło: naukawpolsce.pl, a w czasopismach adnotacji: Źródło: Serwis Nauka w Polsce - naukawpolsce.pl. Powyższe zezwolenie nie dotyczy: informacji z kategorii "Świat" oraz wszelkich fotografii i materiałów wideo.

Czytaj także

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

newsletter

Zapraszamy do zapisania się do naszego newslettera