17.11.2019
PL EN
25.07.2016 aktualizacja 25.07.2016

Prof. Rok: w dobie MOOC zmienia się funkcja wykładowcy akademickiego

Darmowe internetowe kursy online (tzw. MOOC), prowadzone niekiedy przez wybitnych dydaktyków, stają się wyzwaniem zwłaszcza dla edukacji podyplomowej. Warto, by wykładowcy na uczelniach stawali się przewodnikami studentów po ogólnodostępnych zasobach - mówi etyk biznesu prof. Bolesław Rok.

Etyk biznesu dr hab. Bolesław Rok, profesor Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie w rozmowie z PAP zwraca uwagę na zmiany, jakie zachodzą w szkolnictwie wyższym w związku z nowymi technologiami. Według niego szczególnie dużym wyzwaniem zwłaszcza dla edukacji podyplomowej stają się masowe otwarte kursy online - tzw. MOOC (ang. massive open online courses, czyt. muk).

MOOC to bezpłatne interaktywne zajęcia, w których uczestniczyć może zdalnie każdy zainteresowany. Bywa, że biorą w nich udział nawet setki tysięcy osób. Kursy często firmowane są przez prestiżowe uczelnie, np. Uniwersytet Stanforda, MIT czy Harvard.

"Na rynku pojawiły się np. dobre kursy z (...) przeróżnych obszarów, prowadzone przez najlepszych profesorów na świecie. Nagle można zrobić studia podyplomowe np. na Harvardzie u najlepszych profesorów, za darmo" - opowiada prof. Rok. Jak dodaje, po ukończeniu takiego kursu można zaś dostać dyplom, że skończyło się studia podyplomowe na prestiżowej uczelni (niekiedy konieczne są tu niewielkie opłaty). "I można to sobie wpisać w CV" - mówi prof. Rok.

Rozmówca PAP dodaje, że kursy takie są profesjonalnie prowadzone, zadawane są ćwiczenia, przekazywana jest rzetelna wiedza i kończą się egzaminami. "A dla studenta jest wygodnie, bo nie musi na studia jeździć, ani za nie płacić" - podsumowuje.

Przyznaje, że dostępność takich kursów już zaczyna mieć wpływ na szkolnictwo wyższe. "Studentów mających dostęp do takiej wiedzy nie interesuje, żeby wykładowca przychodził za zajęcia i przez 30 godzin robił wykład ex cathedra" - zwraca uwagę. Poza tym, jak dodaje, jeśli studenci dostaną dostęp do slajdów, to przeczytanie ich zajmie im kilka godzin. "To po co mają przychodzić na zajęcia?" - pyta badacz.

"Okazuje się, że to, co jest istotne, to kontakt. Oraz to, żeby wykładowca był dla studenta przewodnikiem po zasobach, które są już dostępne. Zasobów jest aż nadmiar, a student nie jest w stanie znaleźć w tym drogi - co wykorzystać, co z czym połączyć" - dodaje naukowiec.

"To zmienia funkcję. Bo ja - jako wykładowca - muszę sam rozumieć te wszystkie zasoby. A one są przede wszystkim globalne, na bardzo różnym poziomie. Muszę umieć wybrać, które są na naprawdę wysokim poziomie, a które są śmieciami, chłamem. I muszę wciągnąć w interaktywne gry studenta. Bo inaczej studenci nie będą chcieli przychodzić na zajęcia" - mówi prof. Rok. Jego zdaniem jest to istotna zmiana z punktu widzenia edukacji akademickiej. "Większość środowiska akademickiego jeszcze tego nie zauważyła wystarczająco mocno" - przyznaje naukowiec.

PAP - Nauka w Polsce, Ludwika Tomala

lt/ agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019