25.05.2019
PL EN
29.05.2017 aktualizacja 23.01.2018
Anna Ślązak
Anna Ślązak

Zdążyć przed drapieżnikiem

Wyszukiwanie ptasich gniazd, podmienianie jaj na drewniane atrapy… To nie opis chuligańskich wybryków, lecz sprawdzony sposób ochrony lęgów kulika wielkiego - rzadkiego w Polsce gatunku ptaka - przed drapieżnikami. W tym roku ochroną objętych będzie co najmniej 50 gniazd.

Kulik wielki to rzadki w Polsce ptak łąkowy, z charakterystycznym, długim, zakrzywionym dziobem. Gnieździ się w dolinach rzecznych, na terenach otwartych, łąkach, obszarach podmokłych. "Jego populacja lęgowa w naszym kraju jest naprawdę niewielka - 150-250 par. Główne ostoje tego gatunku stanowią: Dolina Biebrzy - gdzie żyje ok. 50-80 par, Bugu - 25 par oraz Wkry i Mławki - 25 par. Inwentaryzacje kulika, które przeprowadzono w Polsce, wskazują na drastyczny spadek liczebności gatunku w ostatnich dziesięcioleciach" – podkreśla dr Michał Żmihorski z Instytutu Ochrony Przyrody PAN w Krakowie.

Ptak staje się rzadkością z kilku powodów. Jak podkreśla biolog z PAN, jednym z głównych powodów są drapieżniki, które bardzo często niszczą lęgi. Chodzi głównie o krukowate i lisy; tych ostatnich jest więcej dzięki szczepieniom przeciwko wściekliźnie.

"Problemem jest też intensywna gospodarka rolna: zbyt wczesny pokos na łąkach zabijający młode, nielotne kuliki" - dodaje dr Żmihorski. Bo kulikom zagraża właściwie wszystko, co na łąkach robią ludzie (o ile robią to zbyt wcześnie) - koszenie traw, wałowanie, podsiewanie czy wylewanie gnojowicy - co może powodować, że są one z gniazd wypłaszane, a same gniazda - rozjechane czy zalane.

Niekorzystne może być nawet zalesianie i zarastanie łąk. "Nasz monitoring pokazuje, że kulik preferuje łąki, a unika sąsiedztwa nawet niewielkich lasów. W ciągu dwóch sezonów nie zarejestrowaliśmy co prawda zmian liczebności kulika, bo to zbyt krótki okres. Obserwujemy jednak, że kulik pojawia się w nowych miejscach, a porzuca zeszłoroczne. Może to świadczyć o tym, że kuliki poszukują optymalnych siedlisk i porzucają miejsca, w których w roku poprzednim doszło do zniszczenia lęgu" – mówi dr Żmihorski.

"Sukces lęgowy ptaka - który jest w Polsce i tak nieliczny - jest tak niski, że nie gwarantuje zachowania stabilnej populacji" - dodaje zaangażowany w ochronę tego gatunku Dominik Krupiński z Towarzystwa Przyrodniczego "Bocian".

Niewielu kulikom udaje się doczekać młodych, a do strat dochodzi już na etapie wysiadywania jaj. Przyrodnicy próbują jednak zwiększyć szanse kulików na sukces i przetrwanie.

Służy temu program ochrony współfinansowany ze środków unijnych, koordynowany przez Towarzystwo Przyrodnicze "Bocian". Celem projektu jest doprowadzenie do wyklucia i przeżycia większej liczby młodych.

Strategia ochrony jest przewrotna: aby pomóc kulikom, trzeba zdążyć przed drapieżnikiem - znaleźć gniazda (zwykle jest to płytki dołek w trawie) - i podmienić jaja kulików na drewniane atrapy. Jeżeli jest to możliwe (teren jest bardziej odludny, rolnik wyraził na to zgodę) to fragment łąki z gniazdem jest dodatkowo zabezpieczany pastuchem elektrycznym.

"Najlepszy moment na wyszukiwanie to czas przylotu z zimowisk, kiedy ptaki tokują i łączą się w pary. Osoby, które zajmują się czynną ochroną, wiedzą mniej więcej, gdzie szukać kulików, bo są one przywiązane do miejsc lęgowych i często wracają na +swoje+ łąki” – opowiada Dominik Krupiński.

W pewnym momencie w gnieździe pojawiają się charakterystyczne, oliwkowe, brązowo nakrapiane jaja (od jednego do czterech). "Takie gniazdo jest dość dobrze widoczne - zwłaszcza na początku, kiedy trawa na łąkach jest jeszcze niska. To gratka dla drapieżników, dlatego w okresie wysiadywania jaj kuliki doświadczają największych strat. Nawet 90 proc. par traci lęgi już na etapie wysiadywania!" - mówi Dominik Krupiński.

Dlatego na ten moment przypada najbardziej radykalna część akcji: przyrodnicy zabierają jaja z gniazda, a na ich miejsce kładą identyczne, drewniane atrapy. Prawdziwe jaja trafiają do bezpiecznych inkubatorów, gdzie mogą dojrzewać. Po około 30 dniach, gdy zbliża się czas klucia piskląt - przyrodnicy wracają do gniazd, by dokonać kolejnej podmiany: zabierają atrapy, a jaja oddają rodzicom.

"Z tego co widzimy, ptaki nie mają problemu z wysiadywaniem atrap. Czasami jednak nawet one są wynoszone z gniazda przez lisy czy wrony" - mówi przyrodnik. Liczba tych skradzionych jaj może służyć jako jeden z mierników sukcesu projektu, gdyż bez ingerencji przyrodników byłyby to pisklęta stracone.

Gdy drewniane atrapy zostaną zrabowane, wysiadujące ptaki opuszczają miejsca lęgowe - wówczas prawdziwych jaj nie ma komu oddać. W takim wypadku pisklęta są przeznaczane do hodowli wolierowej. Gdy zaczynają latać - wracają na wolność, na łąki, w miejsca, gdzie znajdują odpowiednie warunki żerowiskowe albo skąd były podbierane jaja.

Przed wypuszczeniem młode ptaki są obrączkowane i dodatkowo znakowane żółtymi znacznikami, tzw. flagami, co zwiększa szanse na odczytanie indywidualnego kodu i identyfikację osobnika. "Dzięki odczytom tych obrączek wiemy np., że kuliki z hodowli wolierowej docierają na zimowiska do Francji. To potwierdza, że nasze działania mają sens, że faktycznie zwiększa się szansa na przetrwanie tych ptaków" - podkreśla Dominik Krupiński.

W projekt zaangażowanych jest ponad 20 osób – przyrodników, którzy jeżdżą w teren i podmieniają jaja, zajmują się inkubacją jaj i hodowlą wolierową czy wspierają program od strony naukowej, dokumentacyjnej i administracyjnej. W ramach ochrony kulika przyrodnicy współpracują z rolnikami, których informują np. o znalezionych gniazdach (co pozwala je omijać podczas koszenia czy wałowania).

Czynna ochrona lęgów kulika wielkiego jest realizowana na dziewięciu obszarach, m.in. w Dolinie Środkowej Noteci i Kanału Bydgoskiego, Dolinie Środkowej Warty, ostoi Doliny Wkry i Mławki, Doliny Omulwii i Płodownicy, w Ostoi Biebrzańskiej czy Dolinie Dolnego Bugu i Dolinie Liwca. To miejsca wchodzące w skład 14 najważniejszych w Polsce ostoi kulika wielkiego, obejmujących ok 70 proc. populacji gatunku.

W latach 2013-2015 przyrodnicy zabezpieczyli lęgi ze 105 gniazd. "Tylko w ubiegłym roku wypuściliśmy w sumie 21 młodych, a inkubowanych było 80 jaj - 28 z doliny Bugu i 52 na Kurpiach. W Dolinie Dolnego Bugu klujące się pisklęta podłożono do 2 gniazd, co dało osiem piskląt, niestety do wieku lotności przeżył tylko jeden młody. W Ostoi Kurpiowskiej i w dolinach Omulwi i Płodownicy do gniazd porzucono 21 klujących się piskląt, z których lotności uzyskało 14 młodych" - mówi Dominik Krupiński.

W tym roku ochroną objętych będzie co najmniej 50 gniazd.

Więcej informacji na temat projektu można znaleźć na stronie http://ochronakulika.pl/

W związku z tym, że kuliki są nieliczne, i mają coraz mniej miejsca do życia, gatunek został wpisany do polskiej Czerwonej Księgi gatunków zagrożonych. Ostatnio Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody i jej Zasobów IUCN podniosła mu status ochrony - w efekcie gatunek uznaje się za zagrożony w skali globalnej. Kulików ubywa nie tylko w Polsce. W ciągu 10 lat ich populacja w Europie zmniejszyła się o ponad połowę.

PAP - Nauka w Polsce, Anna Ślązak

zan/ ekr/

Copyright © Fundacja PAP 2019