21.10.2019
PL EN
29.04.2019 aktualizacja 29.04.2019

Lieberman i Long: dopamina to błogosławieństwo i przekleństwo mózgu

Dopamina wzbudza pragnienie, pobudza do działania, jest źródłem kreatywności, ale jest też naszym przekleństwem i nieszczęściem, może nas doprowadzić do obłędu – twierdzą amerykański psychiatra Daniel Z. Lieberman oraz scenarzysta i dramaturg Michael E. Long.

Lieberman i Long piszą o tym w książce "Mózg chce więcej. Dopamina – naturalny dopalacz". Twierdzą, że tę substancję chemiczną w mózgu mają wszystkie ssaki, płazy, gady, ptaki i ryby, ale żadne zwierzę nie ma jej tyle co człowiek. Jest naszym błogosławieństwem i przekleństwem, odpowiada za wiele ludzkich zachowań.

Nazwano ją "cząsteczka przyjemności", a komórki mózgu, które ją wytwarzają – "szlakiem nagrody". Produkuje ją zaledwie jedna komórka mózgu na dwa miliony, ale może zawładnąć naszymi pragnieniami i oczekiwaniami. Nie tylko tymi związanymi z uczuciem przyjemności. Bo dopamina to coś więcej niż przyjemność, znacznie więcej.

Wbrew temu, co początkowo o niej sądzono, najbardziej lubi ona sytuacje nieoczekiwane: reaguje na samą możliwość i antycypację. "Nasze mózgi są zaprogramowane na łaknienie tego, co niespodziewane, i tak właśnie postrzegają przyszłość, niosącą mrowie ekscytujących możliwości" - podkreślają Daniel Lieberman i Michael Long.

Dla niektórych osób tym zbawieniem może być życie pozagrobowe. Ale nasze mózgi są ślepe w łaknieniu wszelkiej nowości, nie precyzują o co im chodzi, o jaką przyjemność i jakie zbawienie. Psychiatrzy nazywają to "błędem przewidywania nagrody". Ale to nieważne. Bo ten "błąd" napędza nasz mózg, nasze zachowania. Weźmy choćby miłość.

Kiedy się zakochujemy, doznajemy niespodzianki i dopamina zalewa nasz mózg. Amerykańska antropolog Helen Fiszer twierdzi, że namiętna miłość nie trwa zbyt długo, najczęściej rok, czasami półtora roku. Bo nie ma już nowości i poziom dopaminy spada. Związek może wtedy uratować tzw. miłość współodczuwająca. Ale o tej miłości decydują zupełnie inne neuroprzekaźniki mózgu, dające satysfakcję z tego, co jest "tu i teraz" - a nie z tego, co może być za jakiś czas.

Dopamina to przekleństwo lowelasów goniących za nowymi podbojami miłosnymi. "Paradoksalnie – piszą Lieberman i Long – obwody mózgowe dostarczające nam energii i motywacji potrzebnych do znalezienia się w łóżku z pożądanym partnerem utrudniają nam później czerpanie z tego radości". 

Bo najważniejsze jest zdobywanie, sama pożądanie, a spełnienie nie daje już takiej satysfakcji. "Nie da się jej zaspokoić. Dopamina umie się tylko dopominać o więcej" – dodają autorzy książki. Przykładem jest pornografia: ciągle wymaga oglądania czegoś nowego, nawet gdyby to było w sumie to samo. 

Dopamina napędza twórców. Oczekują oni, że ich kolejne dzieło, następne osiągnięcie, będzie jeszcze większe, a także inne od poprzednich. Nie interesuje ich samo dzieło, w każdym razie daje im satysfakcję bardzo krótko, jak seksoholikowi nowa partnerka seksualna. 

Najważniejsza jest radość tworzenia i oczekiwanie. Pisarz - kiedy napisze książkę, nad którą ciężko pracował - zwykle zaraz siada do następnej. To, co go najbardziej podnieca, to nowe wyzwanie. Skutki tego bywają dramatyczne. Pisarze, aktorzy, tancerze i muzycy zwykle gorzej sobie radzą w życiu codziennym, w komunikowaniu się z innymi ludźmi. Są bardziej zagrożeni paranoją, schizofrenią lub chorobą dwubiegunową.

Niektóre osoby są z urodzenia dopaminergiczne, czyli bardziej kieruje nimi dopamina. Są zwykle bardziej kreatywne, a najlepiej pracuje się im z abstrakcyjnymi koncepcjami. Są postępowe i liberalne, uważają, że każda zmiana wychodzi w sumie na lepsze. 

Do takich ludzi często należą gwiazdy Hollywood i celebryci, którzy gorączkowo gonią za tym, żeby mieć więcej pieniędzy, prochów, seksu i tego co akurat jest w modzie. Do tej grupy należy też świat akademicki. "Wyższe uczelnie są świątynią dopaminy" – podkreślają autorzy książki "Mózg chce więcej".

Konserwatyści są inni, dopamina nie kieruje nimi w aż tak dużym stopniu. Uprawiają mniej seksu, niż liberałowie, bardziej odnajdują się w miłości partnerskiej, ale za to wydaje się, że częściej osiągają orgazm. 

"Według badania +Singles in America+ (Amerykańscy single) przeprowadzonego przez Instytut Badań nad Ewolucją z Uniwersytetu Birmingham na grupie przeszło pięciu tysięcy dorosłych, konserwatyści szczytują podczas seksu częściej, niż liberałowie" – piszą Daniel Lieberman i Michael Long. Jak mówią biznesmeni i politycy: nie ma darmowych obiadów. 

PAP - Nauka w Polsce, Zbigniew Wojtasiński

zbw/ zan/ 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2019