Ministerstwo Edukacji i Nauki

04.08.2021
PL EN
04.10.2012 aktualizacja 04.10.2020

Koka to nie kokaina/ Festiwal Nauki w Warszawie

Krzew koki na plantacji w Boliwii. Fot. Paweł Wernicki Krzew koki na plantacji w Boliwii. Fot. Paweł Wernicki

Zawiera więcej wapnia niż mleko i więcej fosforu niż ryby, ułatwia pobieranie tlenu, pomaga pokonać chorobę wysokościową i wspomaga trawienie, a mimo to jest rośliną zakazaną. Wszystko przez jeden procent kokainy, który zawierają liście koki – świętej rośliny Inków.

100 g liści koki zawiera około 2 tys. mg wapnia, podczas gdy mleko krowie zawiera go „zaledwie” ok. 100 mg. Znajduje się w nich również 400 mg fosforu (300 mg w rybach) i około 10 mg żelaza, poza tym m.in. witaminy B1, B2, A, E, C, potas, cynk i miedź.

Dla andyjskich Indian z Kolumbii, Ekwadoru, Peru, Boliwii liście koki nie są jedynie używką poprawiającą samopoczucie, podobną do naszej herbaty czy kawy. Mieszkańcy wysokich gór traktują liście koki jako bogate źródło składników odżywczych.

„Tamtejsi Indianie nie mają dostępu do zbilansowanej diety, dlatego łatwiej im sięgnąć po liście koki niż po cytrusy, których zdobycie wymaga nie lada zabiegów i starań” – wyjaśniał Radosław Powęska z Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego podczas Festiwalu Nauki w Warszawie.

W dodatku znaczącą część menu Indian stanowią ziemniaki i mięso, czyli potrawy ciężkostrawne, a koka wspomaga przemianę materii i łagodzi objawy przejedzenia. Co równie ważne dzięki niej można wchłaniać więcej tlenu. Dla mieszkańców Andów jest to szczególnie ważne bo im wyżej, tym tlenu jest mniej. Praca fizyczna czy nawet gra w piłkę stają się w takiej sytuacji katorgą. Koka czyni więc tubylcze życie na wysokościach znośnym, a i turystom pomaga w pozbyciu się choroby wysokościowej.

Rosnącą na wysokości od 300 do 2 tys. metrów n.p.m. kokę – a raczej krasnodrzew pospolity – Indianie Ajmara udomowili około 5 tysięcy lat temu. Dziś jej liście żują niemal każdego dnia. Zanim włożą go do ust, za policzek kładą nieco wapna, które działa jak katalizator.

„Na jeden dzień Indianom wystarcza jeden woreczek suszonych liści koki, w którym znajduje się zazwyczaj 100 g. Jednak za jeden kilogram suszonych liści koki trzeba zapłacić 6 dolarów, dla Indian jest ona więc produktem dość drogim, droższym niż pieczywo” – powiedział prelegent.

Liście koki podaje się nawet dzieciom, bo to zupełnie tak jakby napoić je herbatą. „Dziecko nie będzie płakało nocą, bo nie dostało swoich liści koki” - zaznaczył.

Dlatego politycy z tamtego rejonu świata starają się demistyfikować kokę, która zazwyczaj kojarzy się z kokainą. Chcą legalizacji koki, którą obecnie można uprawiać tylko w określonych, specjalnie wyznaczonych do tego rejonach Andów. Prezydent Boliwii Evo Morales proponował nawet by suszone liście koki podawać dzieciom w szkołach, tak jak u nas otrzymują np. szklankę mleka czy owoce.

Dlaczego myśląc o koce od razu przychodzi nam na myśl kokaina? Kokaina – czyli chlorowodorek kokainy - metodami chemicznymi jest „wyciągana” z suszonych liści koki. Powoduje ona wzrost ciśnienia, likwiduje zmęczenie i poczucie głodu, łagodzi ból, zwiększa koncentrację. Jednak bardzo szybko uzależnia organizm, może wywoływać niepokój, urojenia i bezsenność.

Liście koki zawierają różną ilość kokainy w zależności od warunków, w jakich rosły. Niektóre mogą zawierać 0,1 proc. kokainy, a najlepsze liście z niektórych rejonów Andów, nawet 1,2 proc. Ze 100 g liści koki można uzyskać około 1 g kokainy. "W trakcie produkcji kokainy nie da się jednak wyciągnąć z liści całej kokainy, która się w nich znajduje. Reszta się marnuje. Dlatego żeby wyprodukować 1 kg czystej kokainy potrzeba co najmniej 300 kg liści. Jeśli liście są jakościowo gorsze, to nawet 450 kg" - wyjaśnił PAP Powęska.

W USA jeden kilogram narkotyku kosztuje 31 tys. dolarów, w Peru za taką samą ilość trzeba zapłacić 947 dolarów. Roczna wartość rynku kokainy na świecie sięga 35 mld dolarów, jednak do andyjskich rolników należy zaledwie 1,5 proc. dochodu.

Po raz pierwszy ekstrakcji kokainy z liści koki dokonał Niemiec Albert Niemann w 1859 roku. Bardzo szybko wzbudziła zainteresowanie ze strony świata medycznego, nauki i artystów.

Na przełomie XIX i XX wieku służyła jako środek przeciwbólowy, wykorzystywano ją do produkcji napojów, środków do pielęgnacji włosów. Była reklamowana jako afrodyzjak, zawierały ją też lekarstwa dla dzieci, a kupienie kokainowych dropsów na ból zęba nie było najmniejszym problemem. Wyrabiano z niej również coca wine, czyli wino na bazie koki. Liście koki moczono w winie i ich esencja przenikała do napoju.

Wkrótce na świecie pojawiła się Coca Cola. Stworzył ją morfinista i weteran wojny secesyjnej, który uzyskując napój orzeźwiający zauważył, że kokaina pomaga mu w odstawieniu morfiny. Z czasem kokainę wycofano z Coca Coli, pozostawiając w niej jednak liście koki, które światowej sławy koncern cały czas kupuje.

Dla Indian koka była darem bogów. Stworzyli oni nawet legendy wyjaśniające skąd wziął się ten boski wynalazek. „Według jednej z nich koka wyrosła z ciała pięknej rozpustnicy, zabitej przez kochanków. Według innej legendy roślinę przyniosła Matka Boska. Zgodnie z jeszcze inną, liście koki podarował Indianom bóg Słońce po tym jak podbili ich Hiszpanie. Nadnaturalna roślina miała przynieść im ulgę w niedoli” – opisał Radosław Powęska.

PAP – Nauka w Polsce, Ewelina Krajczyńska

ekr/ ula/

Przed dodaniem komentarza prosimy o zapoznanie z Regulaminem forum serwisu Nauka w Polsce.

Copyright © Fundacja PAP 2021