22.02.2020
PL EN
25.12.2019 aktualizacja 25.12.2019

Sagan: nie można dłużej bezmyślnie rozwijać techniki i lekceważyć jej skutków

Źródło: Wydawnictwo Zysk i S-ka Źródło: Wydawnictwo Zysk i S-ka

Nie można dłużej bezmyślnie rozwijać techniki i lekceważyć konsekwencji takiego działania. Tym bardziej, że potrafimy już kierować techniką tak, by przynosiła korzyści wszystkim mieszkańcom Ziemi – przekonuje Carl Sagan w książce „Miliardy, miliardy”, która niedawno ukazała się w Polsce.

„Miliardy, miliardy” to – czytamy w podtytule publikacji – rozmyślania o życiu i śmierci u schyłku tysiąclecia. Carl Sagan, amerykański astronom i jeden z najbardziej znanych popularyzatorów nauki, napisał je w 1996 r. tuż przed śmiercią. Chorował wtedy na tzw. zespół mielodysplastyczny, chorobę powodującą spadek krwinek w krwi obwodowej. W książce zawarł wtedy przemyślenia, które są wciąż aktualne, szczególnie te dotyczące ochrony środowiska i zmian klimatycznych. Dobrze się stało, że zostały przypomniane polskiemu czytelnikowi. Wiele z nich czyta się tak, jakby dopiero powstały. Pewne myśli się nie starzeją.

Efekt cieplarniany, niszczenie środowiska to nie jest nowy temat, wciąż na nowo dyskutujemy o tym od co najmniej kilkudziesięciu lat. Choć mówiono o tym już znacznie wcześniej, w nieco innym kontekście. Obawiano się na przykład, że odchody końskie całkowicie zaśmiecą Paryż. Potem nastała era samochodów, węgla i stali, i pojawiły się nowe problemy.

Sagan w rozdziale „Ucieczka z zasadzki” ostrzega, że nie można dłużej bezmyślnie rozwijać techniki. I dotyczy to bez wyjątku całego świata, nas wszystkich, w zasadzie każdego zakątka Ziemi. Jak pisze, cząsteczki CO2 nie mają mózgu, nie potrafią zrozumieć idei suwerenności narodów, są po prostu przenoszone przez wiatr i z miejsca, w którym powstają mogą przelecieć wszędzie.

„Nowe globalne problemy środowiska zmuszają nas, abyśmy przyjęli nowy sposób myślenia, zgodnie z którym w pewnych sprawach dobro gatunku ludzkiego przeważa nad interesami państwowymi i przemysłowymi. (…) Wiemy, co robić. Skutkiem kryzysu ekologicznego naszych czasów powinna być współpraca narodów i pokoleń; koniec długiego okresu dziecinnej beztroski. Tak się stanie, chyba że jesteśmy o wiele głupsi, niż przypuszczam” – stwierdza Sagan.

Jego zdaniem, nie chodzi tylko o paliwa kopalne, ropę i węgiel oraz gaz ziemny, będące głównym źródłem dwutlenku węgla. Kłopotliwa jest także energetyka jądrowa: wprawdzie nie generuje gazów cieplarnianych, ale naraża na inne niebezpieczeństwa, choćby awarie elektrowni jądrowych, do których wciąż dochodzi, mimo nowych zabezpieczeń.

Kłopotem są odpady radioaktywne - pisze. „Jeśli chcemy – przekonuje Sagan – zakopywać te odpady, musimy zyskać bezwzględną pewność, że nie wyciekną i nie przedostaną się do wód gruntowych, ani że nie zaskoczą nas w żaden inny sposób – i dotyczy to okresu o wiele dłuższego niż czas, który w przeszłości obejmowały nasze prognozy”. Zwraca też uwagę, że większość elektrowni jądrowych stosuje lub wytwarza uran i pluton, z których można otrzyma broń atomową, a to wielka pokusa dla państw zbójeckich i terrorystów.

Nie wszyscy wierzą w katastroficzne przepowiednie. Jak przyznaje Carl Sagan, było ich wiele w przeszłości, a mimo to człowiek jako gatunek przetrwał. Nie wyniszczyliśmy wszystkich gatunków na Ziemi. Lepiej jednak dmuchać na zimne. Niedowiarkom i sceptykom przypomina on przypowieść o Kasandrze, najmądrzejszej i najpiękniejszej z córek króla Priama. To ona przepowiadała zagładę Troi, nikt jednak jej nie wierzył. Wróżyła śmierć Agamemnona, ale tym też nikt się nie przejął.

Ignorowanie proroctw Kasandry było zemstą zakochanego w niej Apolla, który chcąc zyskać jej przychylność obdarzył ją darem wieszcza, ta jednak odrzuciła jego starania. „Opór wobec ponurych proroctw, którego doświadczyła Kasandra, rozpoznajemy również dziś” – pisze Sagan. Ale przyznaje: zażegnanie niebezpieczeństw wymaga czasu, wysiłku, pieniędzy i odwagi. Czasami trzeba też zmienić życiowe priorytety.

Zbigniew Wojtasiński

 

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2020