01.04.2020
PL EN
29.01.2020 aktualizacja 29.01.2020

"Spod kozetki" - prof. Small i jego psychiatryczne zagadki

Uczniowie mdlejący jak muchy, naga kobieta stojąca w izolatce na głowie czy mężczyzna, w którym niepokój wzbudza disneyowski Pinokio... Profesor psychiatrii Gary Small w książce "Spod kozetki" na przykładach swoich pacjentów pokazuje, że czasem, aby skutecznie dobrać terapię, trzeba myśleć jak Sherlock Holmes.

Amerykański profesor psychiatrii Gary Small opisuje 15 najciekawszych przypadków, z którymi spotkał się w swojej karierze. A aby pomóc swoim pacjentom, naukowiec musi czasem przebić się przez skorupkę własnych przeświadczeń i spojrzeć na problem pacjenta z nowej perspektywy.

Każdy pacjent jest niewiadomą i czasem trzeba wyjść poza schematy, aby zrozumieć, co danej osobie dolega. Gary Small rozwikłuje zagadki swoich pacjentów trochę jak Sherlock Holmes. Jego doktorem Watsonem jest czasem żona Gigi Vorgan (współautorka książki), której trafne pytanie nieraz potrafi nadać psychiatrycznemu śledztwu właściwy bieg.

Książka Gary`ego Smalla to dla mnie lektura, którą można (i warto!) ustawić na półce pomiędzy książkami Olivera Sacksa (który w popularnonaukowy sposób opisywał najciekawsze neurobiologiczne przypadłości swoich pacjentów) a książkami Irvina Yaloma (który opisywał przebieg psychoterapii, które prowadził).

Przypadki u Smalla są widowiskowe. Mamy więc i mężczyznę, któremu wydaje się, że kurczy mu się penis, i nagą kobietę, stojącą na głowie. I mężczyznę, którego narzeczona chce wziąć ślub w Disneylandzie, a on nie chce, bo panicznie boi się Pinokia. Ale na szczęście przypadki, które opisuje prof. Small nie beznadziejne. Psychiatrze udaje się więc w części przypadków zaoferować swoim pacjentom skuteczną pomoc - farmakologiczną czy psychologiczną. Albo przynajmniej zrozumieć, skąd wynikł problem.

Jedną z historii, jaką opisuje Small jest np. dziwny przypadek czwartoklasistów podczas próby generalnej do wiosennego przedstawienia.

"Jeden z chłopców na scenie zemdlał i upadł. Uderzył się brodą o stopień i zaczął krwawić. Wszyscy byli wstrząśnięci. Aż nagle dzieci z chóru zaczęły łapać się za brzuchy i mdleć. Sprawa wymknęła się spod kontroli. Ani się obejrzeliśmy, a i już połowa uczniów miała nudności, mdlała i zaczynała się dusić" - relacjonował dyrektor szkoły. Uczniów zawieziono do szpitala, ale wszystkie wyniki badań były w normie i nie udało się ustalić, co było przyczyną tego gorszego samopoczucia dzieci. Media sugerowały, że zawiniły tu jakieś toksyczne wyziewy. Gary Small, który dowiedział się o tej sprawie z telewizji, od razu jednak domyślił się, że wcale nie chodzi o masowe zatrucie, tylko o zbiorowy atak histerii. I postanowił wziąć sprawy we własne ręce i zbadać tę sytuację jako psychiatra.

"Napady najczęściej przytrafiają się dzieciom i nastolatkom - częściej dziewczętom niż chłopcom - a do najpowszechniejszych objawów zalicza się omdlewanie i hiperwentylację. Czasami choroba trwa kilka dni; kiedy jednak tłum ogarnięty napadem się rozprasza, symptomy najczęściej znikają, bo są zaraźliwe tylko wtedy, kiedy nowe ofiary widzą, jak przypadłość dotyka innych" - pisze Small.

Szybko okazało się jednak, że rodzice hospitalizowanych uczniów nie są skłonni do współpracy z naukowcem - nie chcą nawet słyszeć o tym, że cała sytuacja miała źródło w głowie ich dzieci. "Ofiary o wiele chętniej przystają na nawet najdalej idące, najdziwaczniejsze wytłumaczenia. Wszystko byle nie zgodzić się z teorią, że to umysł włada ciałem" - pisze prof. Small. I zaznacza, że kiedy zwraca się uwagę pacjenta na możliwe psychologiczne podłoże choroby, trzeba bardzo uważać, bo stąpa się po kruchym lodzie.

Prof. Small musi więc wykazać się cierpliwością i odpowiednim podejściem, żeby przekonać dyrektora i rodziców do badań.

Zdaniem psychiatry w przypadku zbiorowej histerii (podobnie jak i w przypadku zbiorowych urojeń takich jak wiara w teorie spiskowe) grupa zaniepokojonych ludzi dokonuje nadinterpretacji "zwykłych zjawisk fizycznych, które istniały już wcześniej, ale zanim lęk zaczął się rozpowszechniać, nikt ich nie zauważył".

Połknęłam książkę błyskawicznie! Ma ona bardzo ładną strukturę - tłem tych wszystkich opowieści jest rozwijająca się kariera psychiatry. Dzięki temu zarysowywane są też pewne analogie między tym, co dzieje się w życiu psychiatry, do tego, co dzieje się w życiu kolejnych pacjentów.

Według mnie jednak w części opowieści rozwiązania psychiatrycznych zagadek przychodziły zbyt szybko, a sukces Smalla brał się bardziej ze szczęścia niż z rozumu. Np. psychiatra w dziwny sposób uzyskiwał informacje niezbędne do podjęcia prawidłowej diagnozy. Trzeba jednak przyznać, że kto jak kto, ale Small wiedział jak i kiedy przełamywać schematy w terapii, dopuszczać do niestandardowych sytuacji i wyciągać z nich właściwe wnioski. A dzięki temu szybciej mógł spojrzeć na rozwiązywany problem z zewnątrz. To zaś niejednemu - nie tylko lekarzowi - pozwala wyjść z impasu.

Książka "Spod kozetki. O pewnym psychiatrze i jego najdziwniejszych przypadkach" Gary`ego Smalla i Gigi Vorgan ukazała się nakładem wydawnictwa Marginesy.

Ludwika Tomala

lt/ ekr/

Zapisz się na newsletter
Copyright © Fundacja PAP 2020