09.07.2020
PL EN
03.06.2020 aktualizacja 03.06.2020
Szymon Zdziebłowski
Szymon Zdziebłowski

Podbój kosmosu to nadal odległe marzenie

SpaceX Falcon 9 rocket carrying the company's Crew Dragon spacecraft is seen in this false color infrared exposure as it is launched on NASA’s SpaceX Demo-2 mission to the International Space Station with NASA astronauts, at NASA's Kennedy Space Center in Cape Canaveral, Florida, USA, 30 May 2020. EPA/BILL INGALLS / NASA HANDOUT MANDATORY CREDIT: (NASA/Bill Ingalls) HANDOUT EDITORIAL USE ONLY/NO SALES Dostawca: PAP/EPA. SpaceX Falcon 9 rocket carrying the company's Crew Dragon spacecraft is seen in this false color infrared exposure as it is launched on NASA’s SpaceX Demo-2 mission to the International Space Station with NASA astronauts, at NASA's Kennedy Space Center in Cape Canaveral, Florida, USA, 30 May 2020. EPA/BILL INGALLS / NASA HANDOUT MANDATORY CREDIT: (NASA/Bill Ingalls) HANDOUT EDITORIAL USE ONLY/NO SALES Dostawca: PAP/EPA.

Dystans jest niewielki - wynosi tyle, co mierzona w linii prostej odległość od Krakowa do Białegostoku czy z Lublina do Poznania. Międzynarodowa Stacja Kosmiczna jest odległa od powierzchni Ziemi zaledwie o 400 km. Jednak dotarcie na nią to wciąż skomplikowana sprawa, a podbój kosmosu to wciąż bardziej marzenie, niż rzeczywistość.

W sobotę z Przylądka Canaveral wystartowała rakieta Falcon 9 z zainstalowaną na jej szczycie kapsułą Dragon. Znajdowało się w niej dwóch amerykańskich astronautów. Ich celem była Międzynarodowa Stacja Kosmiczna. To duże wydarzenie, bo od prawie 10 lat Stany Zjednoczone (po zakończeniu programu wahadłowców), jeśli chodzi o transport czy wymianę załogi na ISS, były zdane na Rosjan i ich Sojuzy. Dragon sprawdził się. Dotarł do celu bez przeszkód, a w momencie wejścia do stacji sami astronauci wydawali się zadowoleni.

NASA wraz z firmą SpaceX (która wyprodukowała zarówno kapsułę Dragon, jak i rakietę Falcon 9) obwieściły triumfalnie nową erę lotów w kosmos, ba! - rewolucję. Czy ten pompatyczny ton jest uzasadniony? Z patriotycznego, amerykańskiego punku widzenia - owszem. Uniezależnienie się od Rosji w kwestii wynoszenia astronautów to istotne osiągnięcie. Ale czy dla tzw. podboju kosmosu oznacza zasadniczą zmianę?

Od roku 1972 (ostatniego lądowania na Księżycu w ramach misji Apollo) ludzie nie wyściubili nosa poza orbitę okołoziemską. Kapsuła Dragon jest zresztą tak zaprojektowana, że nie nada się na dalsze wycieczki. Wysłanie jej na orbitę jest tańsze, niż ekspedycje z udziałem Sojuzów, ale uzyskane dzięki niej oszczędności nie są rewolucyjne - wynoszą kilkadziesiąt procent.

Jeśli chodzi o liczbę wynoszonych astronautów, najbliższe lata nie przyniosą zasadniczych zmian. Mówi się o najwyżej kilku lotach w skali roku. Kilku! Technologię, która to umożliwia, oprócz Stanów zjednoczonych mają jeszcze Rosja i Chiny. W tym kontekście "podbój kosmosu" to zdecydowanie zbyt optymistyczne określenie, nawet biorąc pod uwagę plany USA dotyczące powrotu ludzi na Księżyc do 2024 roku. Kibicuję temu przedsięwzięciu, lecz przypuszczam, że zostanie przesunięte w czasie o kilka lat.

Podstawowym problemem w "podbijaniu kosmosu" przez ludzi są wciąż ogromne koszty wyniesienia czegokolwiek poza Ziemię - to po pierwsze. Po drugie - jak pokazał lot Dragona - nawet tak banalna sprawa, jak pogoda (a raczej jej "brak") spowodowała, że start rakiety został przełożony o kilka dni. W sobotę warunki też nie były idealne. NASA informowała, że misja rozpocznie się na 50 proc. Nasze próby podbicia kosmosu zależą od wiatru i chmur...

Obserwowałem kilka etapów misji Dragona, w tym start i dokowanie. Wdrażane procedury ciągną się w nieskończoność. Dotarcie na stacje kosmiczną trwało blisko dobę. A ostatnie momenty związane z dokowaniem trwały tak długo, że tylko osoba naprawdę zafascynowana "podbojem kosmosu" mogła dotrwać do momentu wejścia astronautów na Międzynarodową Stację Kosmiczną. Sama stacja też nie wygląda specjalnie imponująco. Nie ma tam zbyt wiele miejsca dla załogantów, którzy muszą ostrożnie nawigować pomiędzy zwisającymi kablami i innymi instalacjami. Podczas transmisji w przywitania śmiałków z Dragona wypatrzyłem jakiś otwór zaklejony... taśmą klejącą.

Ten zbiór luźnych obserwacji każe mi sądzić, że jeśli chodzi o podbój kosmosu, ludzkość wciąż raczkuje. Obrazy dynamicznych lotów i dokowań do statku matki, znane z filmów science-fiction, jeszcze długo pozostaną wizjami kreatywnych reżyserów. Ale i tak trzymam kciuki za rozwój wszelkich technologii, które umożliwią bardziej regularne, tańsze, szybsze i sprawniejsze loty w kosmos. A przy okazji - za duże i wygodne wnętrza stacji kosmicznych.

Szymon Zdziebłowski

Copyright © Fundacja PAP 2020