17.07.2019
PL EN
05.10.2012 aktualizacja 05.10.2012

Krzysztof Michalski o roli popularyzatorów nauki w mediach

Fot. Fotolia Fot. Fotolia

We współczesnym świecie, przy ogromie informacji, media powinny szerzej edukować, przybliżać świat, objaśniać go. Tymczasem w ogólnodostępnych stacjach telewizyjnych nie ma żadnego programu popularyzującego naukę. W stacjach radiowych też problematykę naukową zepchnięto na czasy o najmniejszej słuchalności. A przecież z badań wynika, że zainteresowanych nauką jest ponad 50 proc. polskiego społeczeństwa – mówi red. Krzysztof Michalski w rozmowie z serwisem Nauka w Polsce.

Nauka w Polsce: Jak zmienia się misja dziennikarza naukowego wraz z rozwojem festiwali naukowych, rozkwitem eksperymentariów i centrów nauki, zwiększeniem liczby naukowych newsów w programach informacyjnych? Czy nauki w mediach jest wystarczająco dużo?

Krzysztof Michalski: Obecnie rola, jaką mają do odegrania popularyzatorzy nauki jest może nawet większa, niż była kilkanaście lat temu, kiedy pojawiały się w Polsce pierwsze festiwale i pikniki naukowe. Jestem członkiem Rady Upowszechniania Nauki, która patronuje różnym festiwalom, mam też zajęcia ze studentami, z którymi rozmawiam o popularyzacji nauki w radiu i o komunikacji medialnej w ogóle. I chociaż dużych festiwali nauki jest już w Polsce około 30, mniejszych i różnych pikników popularyzujących naukę też jest bardzo dużo, a Centrum Nauki Kopernik staje się coraz bardziej modne i ma już ponad 2 miliony zwiedzających, to jednak w mediach masowych, najszerzej odbieranych przez ogół społeczeństwa, nauka wciąż się nie przebija.

Tymczasem wyniki badań zapotrzebowania na naukę (np. kanału Discovery, który zbadał zainteresowanie nauką wśród sześciu nacji) pokazują, że młodzi Polacy są bardzo ciekawi świata. Ciekawe są także wyniki badań przeprowadzonych przez SMG/KRC dla Ośrodka Przetwarzana Informacji, z których wynika, że zainteresowanych nauką jest ponad 50 proc. polskiego społeczeństwa, a najważniejszą formą kontaktu z naukowcami są dla ponad połowy Polaków programy radiowe i telewizyjne!

NwP: Jakie cele powinny przyświecać popularyzatorom?

K.M.: Popularyzacja wiedzy powinna funkcjonować w kilku obszarach działania mediów. Jednym z nich, bardzo istotnym, są programy informacyjne – szczególnie główne wydania dzienników telewizyjnych i radiowych. Poprzez obecność w tych programach można dotrzeć z problemami nauki do szerokiego społeczeństwa, także do polityków.

Według mnie każde, nawet najdrobniejsze osiągnięcie, powinno być wykorzystywane, jako okazja do prezentacji problemów nauki. Jednak we współczesnym świecie, przy ogromie informacji, media powinny szerzej edukować, przybliżać świat, objaśniać go. Słowem, powinny przyczyniać się do podniesienia wiedzy ogólnej w naszym społeczeństwie. Taką funkcję dla mediów publicznych wyznaczają EBU (Europejska Unia Nadawców) i Komisja Europejska…

NwP: A naukowa rozrywka?

K.M.: Owszem różnego rodzaju pikniki naukowe i programy, takie jak np. Naukowy Zawrót Głowy w Discovery Science i inne ludyczne elementy popularyzacji nauki są potrzebne. Mnie jednak chodzi bardziej o upowszechnianie wiedzy, tłumaczenie świata, informowanie o tym, co dzieje się w świecie badań naukowych i jakie mogą być konsekwencje prowadzonych badań i eksperymentów. Tego jest za mało. I konsekwencją tej niewiedzy są wszelkie niemerytoryczne dyskusje związane np. z energetyką jądrową czy GMO.

Istotna jest także publicystyka naukowa, w której przedstawiałoby się znaczenie nauki i badań dla rozwoju i konieczność inwestowania w naukę. Uważam, że na początku XXI wieku nauka jest być może najistotniejszym elementem kultury, a państwa, które stawiają na badania (np. Finlandia, Szwecja, czy Japonia), odnoszą także sukces technologiczny i gospodarczy…

NwP: Czy uczeni, poza zabieraniem głosu w istotnych sprawach dotyczących naszego kraju, wyzwań przyszłości, przekształceń i kwestii moralnych, powinni też tłumaczyć zagadnienia prawne i ekonomiczne? A jeśli tak – jak należy popularyzować ekonomię, która nie jest tak widowiskowa, jak fizyka czy chemia?

K.M: Uważam, że edukacja ekonomiczna powinna być sformalizowana i wprowadzona do systemu edukacyjnego od szkoły powszechnej. Bo jeżeli dziś wiele osób nie wie, czym jest procent, albo nie potrafi zadać pytań dotyczących kosztów kredytu, to można to uznać za współczesny, nie tylko ekonomiczny, analfabetyzm.

Ale oczywiście programy poświęcone edukacji ekonomicznej powinny się także pojawiać w mediach i to tych ogólnodostępnych, oglądanych i słuchanych. Tylko w ten sposób można reagować dynamicznie na to, co dzieje nie tylko w gospodarce, ale i z naszymi portfelami… Jeszcze inna sprawa to to, co dzieje się z systemem ekonomicznym świata. To już jest element publicystyczny i warto rozmawiać na ten temat z fachowcami.

NwP: Co to znaczy, że dziennikarz powinien być dobrze przygotowany do rozmowy z uczonym. Czy to w ogóle możliwe, skoro nigdy nie osiągniemy poziomu wiedzy naszych rozmówców?

K.M.: Oczywiście, jeżeli rozmawiamy o szczegółach, to uczony jest specjalistą. Ale my powinniśmy jak najwięcej wiedzieć o tym, czym rozmówca się zajmuje, co już osiągnięto w danej dziedzinie. Warto też spojrzeć na temat rozmowy w szerszym kontekście, na który czasami uczony może nie zwrócić uwagi – możliwości zastosowania, konsekwencji prowadzonych badań, czy eksperymentów, powiązania z innymi dziedzinami...

Naszym zadaniem jest także uświadomienie naukowcowi, jak ma on wyjść z hermetycznego języka swojej specjalności i mówić o badaniach, jakimi się zajmuje, w sposób prosty i zrozumiały. Prosty przecież, to nie oznacza, że prostacki… Tu my musimy być fachowcami.

NwP: Jak Pan się przygotowuje do wywiadów, programów czy debat?

K.M.: Dużo czytam – gazet, czasopism, chodzę na konferencje, a nawet na seminaria, czy warsztaty; robię notatki. Przed każdym wywiadem zbieram materiały na temat, o którym mam mówić, o rozmówcy, czytam wywiady, których innymi udzielili na dany temat, sięgam do różnych publikacji, czasami nawet czytam prace doktorskie (ostatnio przeczytałem np., pracę doktorską doktora Michała Bieńka, który zajmuje się katalizatorami metatezy olefin).

Żartuję, że czasem, żeby nie zadać jakiegoś pytania, czytam trzy książki. Przed najbliższą rozmową o matematycznym myśleniu zgromadziłem osiem książek. Zapewne nie przeczytam ich dokładnie, ale na pewno je przejrzę. I dzięki takiemu podejściu wiem, co dzieje się w samym temacie i dookoła niego. Ale mam dużo pokory, bo wiem, że mimo takich zabiegów i tak będę dyletantem z danej dziedziny. Bywa, że każdego dnia rozmawiamy o bardzo od siebie odległych dziedzinach wiedzy. Ale wiem też, i staram się przekonać do tego moich rozmówców, że nie ma głupich pytań, więc dziennikarz nigdy nie powinien obawiać się ich zadawania, drążyć aż uzyska satysfakcjonującą odpowiedź.

NwP: Słuchacz Pana audycji może odnieść wrażenie, że rozmowy z uczonymi sprawiają Panu sporą radość, że to właściwie dobra zabawa. Skąd brać entuzjazm przez wiele lat pracy?

K.M.: Radio to jest medium wyobraźni. W radiu słychać uśmiech, radio nie może oszukać. Słychać, czy osobę, która prowadzi rozmowę, interesuje dany temat, czy nie. Należy więc pokazywać swoje dobre emocje, nie dopuszczać do monotonii, czasami nawet przerywać, kiedy gość mówi z sensem, aby słuchacze zobaczyli, co jest ważne i ciekawe. A poza tym tematy, które wybieram, naprawdę mnie ciekawią.

Owszem, zdarza się, że po jakimś czasie jestem jakąś problematyką zmęczony i wtedy staram się znaleźć coś nowego, jeszcze nieodkrytego. To oczywiście wymaga wysiłku, ale uważam, że w sumie się opłaca i współczuję kolegom zajmującym się polityką, że właściwie ciągle muszą rozmawiać z tymi samymi, bądźmy szczerzy, nie zawsze ciekawymi i wartościowymi ludźmi. Ja też mógłbym oczywiście popaść w rutynę i zapraszać co jakiś czas tych samych gości, ale wtedy nie wytrzymałbym w popularyzacji nauki przez 30 lat

NwP: Praca dziennikarza naukowego jest ciekawsza od pracy badacza lub dziennikarza innej specjalności?

K.M.: Kiedy kończyłem elektrotechnikę morską na Politechnice Gdańskiej wypłynąłem w długi rejs do Ameryki, podczas którego zbierałem materiały do pracy o niezawodności urządzeń energoelektronicznych na statkach, dokonywałem analizy fizycznej przyczyn uszkodzeń, czyli tak naprawdę to była bardzo ciekawa praca łącząca matematykę z fizyką i statystyką. Recenzent mojej pracy zapytał mnie, czy nie zostałbym na uczelni, ja jednak powiedziałem, że chociaż interesuje mnie nauka, to chciałbym poznawać różne jej dziedziny. Pomyślałem, że zajmowanie się tylko jakimś wycinkiem szybko mnie znudzi.

Staram się więc w miarę głęboko wchodzić w coraz to nowe tematy, ale i spotykać coraz to nowych ludzi. Przypuszczam, że poznałem już kilka tysięcy osób uprawiających naukę. Dziennikarz polityczny nie ma takiej szansy, żeby wciąż odnajdywać w swojej pracy nowe postaci i jednak tak różne tematy. I jeszcze sprawa, być może najważniejsza. Wtedy, kiedy decydowałem, że jednak nie będę pracował jako inżynier, ale będę dziennikarzem, chciałem zajmować się dziedziną życia daleką od polityki i dającą jednak dużą swobodę w podejmowaniu tematów.

NwP: Zdarzały się Panu antenowe wpadki?

K.M.: Jakieś wielkie, chyba nie... Chociaż zupełnie niedawno prowadziłem program, w którym brali udział goście, z których jeden był w studiu w Poznaniu, a drugi łączył się ze mną telefonicznie. I w pewnym momencie zerwało się połączenie i ze studiem w Poznaniu i gościem przy telefonie, a program był prawie godzinny. I ja wtedy korzystając ze swoich notatek robiłem za eksperta do czasu, aż udało się ponownie połączyć z moimi gośćmi. Inna sytuacja - kiedyś prowadziłem Klub Trójki, gdzie miałem mówić o źródłach energii odnawialnej. Przygotowałem niewielki reportaż z pierwszej polskiej wytwórni biogazu (prawie 30 lat temu), a do programu „na żywo” zaprosiłem fachowca – profesora, z którym wcześniej wszystko omówiłem. Nieoczekiwanie jednak profesor zachorował, a jego sekretarka przysłała mi rozmówcę, który się jąkał. Było to bardzo pouczające – nauczyłem się wykorzystywać momenty, kiedy brał powietrze, na rozwijanie pytań. W sumie nawet nieźle to wyszło.

NwP: Dziękuję za rozmowę.

PAP – Nauka w Polsce, Karolina Olszewska

agt/

Copyright © Fundacja PAP 2019